Gościu! Jeżeli coś przeczytasz to skomentuj. Lubię wiedzieć, że ktoś mnie odwiedza :D

niedziela, 12 września 2010

9. Junkosiowy szał - Zatracenie

Junkosiowy szał
9. Zatracenie

   Był coraz bliżej... Czułam już jego słodki oddech na swoich ustach. Ostatkiem sił powstrzymywałam się przed przylgnięciem do niego, całym swoim ciałem, do czego dodatkowo zachęcało mnie jego spojrzenie. Nie ma dla mnie ratunku – huczało mi w głowie. Boże, Buddo, Machomecie czy jakikolwiek inny bogu, proszę pomóż mi. Choć ten jeden, jedyny raz!
DRRRYŃ... DRRRYŃ... DRRRYŃ... – Zaczęło się wydobywać z kieszeni spodni Junkiego. Jestem uratowana!!! Nie wiem, któremu z bóstw mam dziękować, ale przysięgam, że jak się dowiem, to wybuduje pomnik ku jego czci na środku mojego ogródka!
- Może odbierzesz? – Bardziej zapiszczałam czy powiedziałam. Spojrzał na mnie gniewnie, ale odsunął się i sięgnął do kieszeni po telefon. Zerknął na wyświetlacz, po czym zmarszczył brwi i oznajmił:
- Zaraz wracam, tylko nie uciekaj! Mamy do dokończenia rozmowę – na ostatnie słowo głupkowato wyszczerzył zęby.
Czy on chce mnie wpędzić do grobu?! Cała zalana potem, łapczywie łapałam jak największe hausty powietrza, by dotlenić choć trochę swój organizm. Cała dygotałam... Sama nie wiem, czy to z powodu wysiłku, jaki włożyłam w nie rzucenie się na niego, czy z podniecenia. Jeżeli za chwilę sytuacja miałaby się powtórzyć, wiem, że nie dam rady się już opanować! A może po prostu wcale nie będę próbować? – Myślałam.
Po pięciu minutach wrócił Junki, ale cos nie grało... Brakowało mi na jego twarzy, tego perfidnego uśmieszku.
- Naszą rozmowę dokończymy kiedy indziej – powiedział. - Dzwonił mój menager , chce zrobić ze mną jakąś wieczorną sesję, będzie tu za moment.
- Eee... O.K.
– Uratowana, ufff... – A co to za sesja? – Zapytałam już spokojna.
- Ta, o której kiedyś ci już opowiadałem. Mam spacerować z dziewczyną o zmierzchu po ogrodzie. Większej ilości szczegółów nie znam, przejedzie ekipa to się dowiem.
- Kto będzie grał twoją dziewczynę?
– Zapytałam z przerażeniem widocznym w oczach i długo nie musiałam czekać na odpowiedź. Sekundę później usłyszałam z podjazdu głos Magdy!
- Hej! Cześć Junkoś! – Tak jak wcześniej planowałam Poprosić Junkiego, by wezwał dla mnie taksówkę bo nie chciałam mu przeszkadzać w pracy, tak teraz poczułam naglą chęć dopingowania go...
Junki podszedł do barierki tarasu z uśmiechem i przywitał się z koleżanką z pracy. Ja również uznałam, że należy się przywitać. Podeszłam do czarnowłosego chłopaka, złapałam go pod ramię, (złapałam? Ja się praktycznie do niego przykleiłam!) następnie wychyliłam się przez barierkę, tak by pani z dołu mogła mnie dojrzeć i krzyknęłam:
- Cześć Madziu! – Hurra... Udało się! Widziałam zdziwienie w jej oczach na mój widok w tym domu! Jeżeli zdawało jej się, że dzisiaj będzie miały łatwy dostęp do mojego przystojniaczka, to zaraz się dowie, że grubo się myliła.
Zeszliśmy na dół, starałam się cały czas trzymać jak najbliżej chłopaka obok prawie, że się do niego tuliłam by tylko pokazać tej wiedźmie, kto tu jest górą. Junki przedstawił mnie ekipie jako swoją przyjaciółkę. Tylko przyjaciółkę... No, ale zawsze lepsze to niż po prostu znajomą!
Przeszliśmy wszyscy do ogrodu na tyłach domu. Stałam z boku nie chcąc przeszkadzać w pracy. Kiedy tylko pozwoliłam choć troszkę oddalić się mojemu gwiazdorowi, nie minęła nawet sekunda, a już wiernie jak piesek, koło jego boku pojawiała się zakichana modeleczka. Niestety pod tym względem miała przewagę... W czasie zdjęć to ona była jego partnerką, a nie ja.
Usiadłam na ławce i podziwiałam z daleko swojego księcia z bajki, próbując omijać wzrokiem pewną osobę. Znów zachwycałam się jego wyglądem, posturą, ruchami przed obiektywem. Nie potrafiłam go sobie wyobrazić w innej roli niż znanej i kochanej gwiazdy. Kiedy Junki tylko znajdywał się przed obiektywem kamery czy aparatu jego oczy po prostu lśniły, to był jego świat! Jego życie! Gdy o tym wszystkim tak myślałam, zrozumiałam, że sama należę do zupełnie innej rzeczywistości, więc gdzie ja się pcham?! Posmutniałam, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. W tym tez czasie sesja dobiegła końca. Ja natomiast byłam tak zafrasowana swoimi myślami, że nawet tego nie zauważyłam, jak również faktu, iż Junki stał koło mnie, patrzyłam tylko niewidzącym wzrokiem przed siebie.
Nagle poczułam cmoknięcie w policzek i prawie że podskoczyłam
- Patuś?! O czym tak myślisz? – Zaniemówiłam zaskoczona jego bliskością.
- Ach nic takiego, zamyśliłam się po prostu – odpowiedziałam z ręką przyłożoną do policzka, na które spadło przed chwila błogosławieństwo.
- Ale wydajesz jakąś smutna? Na pewno wszystko dobrze? – Odruchowo się uśmiechnęłam.
- To naprawdę nic takiego. A ty już skończyłeś? – Zapytałam zdziwiona, patrząc na pakującą się ekipę.
- No wiesz co? Czuję się urażony... W ogóle nie zwracałaś na mnie uwagi – powiedział żartem ze sztucznym grymasem na twarzy.
- Oj, przepraszam – położyłam mu rękę na ramieniu – obiecuję, że się poprawię! – Oboje się zaśmialiśmy, a Junkoś usiadł obok na ławce i objął mnie ramieniem. Siedziałam zadowolona... Nie! Szczęśliwa! A moje szczęście dopełniał widok harpii, patrzącej na nas zazdrosnym wzrokiem.
- O której musisz być w domu? – Odezwał się nagle mój towarzysz, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nie wiem, a co? Chcesz się mnie już pozbyć? Może jakaś twoja ukochana już czeka, aż się stracę? – Zapytałam zaciekawiona
- Nie, nie, co ty mówisz? Przypuszczałem raczej, że to ty będziesz chciała już ode mnie uciekać.
- Ja? Niby dlaczego?
– Zbliżył usta do mojego ucha tak, że czułam jego ciepły oddech na swoim karku. Momentalnie przeszedł mnie dreszcz.
- Następnym razem, żaden telefon nie zadzwoni – wyszeptał.
Kiedy dotarł do mnie sens jego słów, zamarłam.
Niedługo po tym, żegnaliśmy się już z ekipą. Wszystkim podawałam dłonie na „do widzenia”, zastanawia mnie tylko, dlaczego kiedy żegnałam się z managerem, on tak dziwnie mi się przyglądał. No, ale może tylko mi się zdawało, z resztą to teraz najmniej ważne. Ważniejszy był sposób żegnania się Junkiego z Magdą. Mina, jaką zareagowała na krótkie „cześć” ze strony Junkiego była bezcenna i będę ją widzieć przed oczyma jeszcze długo.
Kiedy wypakowany ludźmi i sprzętem samochód ruszył z podjazdu, doszedł do mnie fakt, iż znów zostałam sam na sam z Junkim. Odwróciłam się by na niego spojrzeć, ale za mną go nie znalazłam. Rozejrzałam się dookoła, jednak nigdzie go nie było. Przecież jeszcze chwilkę temu stał tutaj!
- Junki! Junki, gdzie jesteś?! – Odpowiedziała mi tylko głucha cisza. Na dworze zdążyło zrobić się już ciemno, lampy ogrodowe nie były pozapalane, w domu też w żadnym z pomieszczeń nie paliło się światło... Co jest grane?!
- Junki! Skończ się wygłupiać! Ja idę do środka! – Zaczynałam się denerwować.
Weszłam do budynku. Chciałam iść z powrotem na taras i tam poczekać na moją zgubę, ale nie było to takie proste jak początkowo przypuszczałam. W domu panowały egipskie ciemności, a ja nie mogłam znaleźć nigdzie włączników światła. Po omacku skierowałam się, a przynajmniej tak mi się początkowo wydawało, w stronę schodów na piętro. Szłam korytarzem prosto, a następnie w prawo... Tak na pewno to tędy... Chyba... Przez ten mrok, nie mogłam się dopatrzeć niczego, co pomogłoby mi się odnaleźć w tym pałacu. Mrok i ciszę zagłuszało tylko tykanie zegara słyszane w oddali. Powoli, bez pośpiechu robiłam krok za kroczkiem, stawiałam nogę za nogą, nie chcąc wpaść na jakieś przedmioty stojące mi na drodze.
Wnet, po swojej prawej usłyszałam za drzwiami jakiś szmer. Ja, ja to ja, uznałam, że muszę sprawdzić co to. A nóż to Junki coś tam knuje...
Uchyliłam lekko drzwi... Cisza.
- Junki to ty?! Skończ już! To przestało być śmieszne!
Wchodzę. Pokój rozświetlała tylko delikatna poświata księżyca, wpadająca przez okno. Przekraczam próg, a rękoma próbuję wymacać po obu stronach drzwi przełącznika. Nie mogłam żadnego wyczuć.
- Czy w tym domu są jakieś specjalne skrytki w ścianach na te banalne urządzonka. Przecież musi się tu jakoś światło zapalać. - Zaczęłam w ciemnościach rozglądać się po pokoju, za powodem wcześniejszego hałasu. Przypatrując się przedmiotom oświetlanym blaskiem księżyca, zdaje się, że rozpoznałam szafę, fotel, szafkę nocną i wielkie łóżko, oznaczało to, iż znalazłam się w jednej z sypialń.
Zrobiłam kolejne dwa kroki do przodu, po czym poczułam jakiś ruch za sobą. Gwałtownie się odwróciłam i w tym momencie jakąś czarna postać mnie złapała.
- Aaaaaaaa..... Puszczaj do cholery! Junkiiiiii!!!
- Ciiii... ciiii... to ja! Spokojnie...

Ja dalej rzucałam się na lewo i prawo, w końcu obje z napastnikiem straciliśmy równowagę i runęliśmy, na całe szczęście na lóżko. Dopiero, kiedy upadłam, a na mnie czarna postać, rozpoznałam swojego napastnika.
- Junki wariacie! Odbiło ci?! Chcesz, żebym dostała zawału?! Nawet nie wiesz jak się wystraszyłam, złaź ze mnie w tej chwili, chcę wracać do domu! To kompletnie nie było śmieszne, a jakbym cię czymś uderzyła albo... - Moje usta zostały zablokowane przed mówieniem czymś ciepłym. A dokładnie drugim ustami, osoby leżącej na mnie. Pomimo całej mojej złości nie byłam w stanie go odepchnąć. Jego usta jak zwykle były takie miękkie i delikatne a jednocześnie tak zaborcze. Oddawałam pocałunki, nie wiedząc do końca co się dzieje. Pierwszy raz jakiś mężczyzna tak na mnie działał. Kiedy on był blisko, traciłam nad sobą panowanie, moje ciało poddawało się dobrowolnie. Zawzięcie próbowałam zebrać myśli jakoś powstrzymać te rozpędzona maszynę uczuć, jednak w tej sytuacji nie miałam na to najmniejszych szans. Poddałam się przyjemności, całkowicie zatracając się w uścisku i pieszczotach ukochanego. 
Gdy mój umysł, był już w stanie normalnie funkcjonować, niebo zaczęło się przejaśniać. Leżałam przytulona do półprzytomnego Junkiego, obierając głowę na jego nagim ramieniu. Wiedziałam, że powinnam być już od dawna w domu i wszyscy z pewnością się o mnie martwią, jednak teraz nie miałam ochoty na szukanie problemów oraz rozmyślanie o nich. Czułam błogość, której powodem był człowiek leżący obok. Wpatrywałam się w kontur jego twarzy, podziwiałam każdą zmarszczkę, każde zagłębienie i każda wypukłość, lewą ręką odgarniając niesforne, czarne kosmyki z czoła. Było mi tak dobrze, że na razie nie chciałam myśleć, co będzie później. A wiedziałam, że później musi nastąpić i nie będzie ono łatwe. W dalszym ciągu, wtulając się w ramię ukochanego, zapamiętywałam każdy najdrobniejszy szczególik jego twarzy.
- Mam coś przyklejone do nosa? – Zapytał niespodziewanie.
Miałam nadzieję, że śpi. W tej chwili nie miałam odwagi na konfrontację.
- Nie, nie – odpowiedziałam speszona. – Po prostu ci się przyglądałam...
Junki spojrzał na mnie oraz uśmiechnął się do mnie promiennie. Przekręcił się na bok, przytulając się do moich pleców swoją gorąca klatka piersiową i objął mnie ramieniem. Tak wtuleni w siebie odpłynęliśmy w głęboki sen.
Ze snu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Otworzyłam oczy, w które automatycznie poraził mnie blask promieni słonecznych, wbijający się przez odsłonięte, wielkie okno
- Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? – Próbowałam przypomnieć zdarzenia wczorajszego wieczoru. – O Matko, wiem już...
Pomimo faktu, iż wspomnienie tej nocy pewnie będzie do końca życia jednym z moich przyjemniejszych, to przerażał mnie fakt tego jak szybko się poddałam.
- Jak ja mogłam to zrobić? - Pytałam sama siebie. – Przecież my się ledwo znamy! Nie mogę uwierzyć w swoje zachowanie!
Przez moje myśli znów zaczęła przebijać się melodyjka wydobywająca się z telefonu komórkowego leżącego na poduszce, na której jeszcze parę godzin temu zasypiał mój ukochany. Zerknęłam na wyświetlacz: „Mój Junkoś”?! Czyj to telefon skoro nie Junkiego?! Zdecydowałam się odebrać. 

- Hallo?!
- Dzień dobry słoneczko!
– Słoneczko?! – Śniadanie już prawie zrobione, jak będziesz gotowa zejdź na dół.
Co to miało być? Zaczynam się coraz bardziej denerwować tą sytuacją.
Rozejrzałam się po pokoju, w końcu pierwszy raz tak właściwie widziałam go w świetle. Pokój był przestronny, i wystylizowany w jasnych kolorach. Oprócz łóżka stała w nim szafa, szafka nocna i i fotel, na którym teraz leżały dokładnie poskładane moje ubrania. Po tym widoku, przypomniało mi się, że przecież ja nie mam nic na sobie! Odruchowo podciągnęłam kołdrę pod samą brodę.
- Pati opanuj się! – Rozkazałam. – Wiadomo, sytuacja jest dość specyficzna, ale sama tego chciałaś!
Nie raz wyobrażałam sobie podobne sceny z Junkim w roli głównej, jednak nigdy nie myślałam, o tym co będzie później. Zdecydowałam, że co ma być to będzie, trzeba się ubrać i zejść na dół. Wstałam z łóżka i sięgnęłam po swoje rzeczy. W tym momencie do pokoju z impetem wpadł pan domu. Zatrzymałam się w pół ruchu. Zawsze myślałam, że takie sytuacje to tylko w filmach się zdarzają, a teraz sama zareagowałam, jak jedna z zawsze krytykowanych przeze mnie głupich, głównych bohaterek. Zamiast szybko wrzasnąć na niego, złapać za kołdrę i się okryć, przycisnęłam tylko kupkę ubrań do siebie i wpatrywałam się rozszerzonymi oczyma w intruza.
Na całe szczęście Junki był bardziej rozgarnięty. Po paru sekundach szoku szybko spuścił wzrok i wycofał się za drzwi. Ja momentalnie zaczęłam się w pośpiechu ubierać. Teraz to już w ogóle nie będę potrafiła na niego spojrzeć, nie rumieniąc się na twarzy.
Po około pięciu minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
- Pati?! Mogę wejść?
- Tak trzeba było już za pierwszym razem!
– Drzwi się lekko uchyliły, a przez szparę do pokoju wychyliła się kudłata czarna łeb ze skruszonym wyrazem twarzy.
- No, ale przecież nie zobaczyłem niczego, czego bym już nie widział.
ŁUP!... – Największa poduszka jaką miałam pod ręką odbiła się od drzwi. On ma zdecydowanie za dobry refleks – pomyślałam.

Drzwi znów się uchyliły... Tym razem jednak w szparze nie pojawiła się twarz nieproszonego gościa, a ręka. Dokładnie to dłoń trzymająca piękną białą lilię. Słodziak... – Uśmiechnęłam się w myślach.
Gdy dobra chwilę, w żaden sposób nie reagowałam na gest przeprosin, pomalutku w za ręką zaczęła pojawiać się reszta ciała. Kiedy się tak kajał, z ledwością powstrzymywałam się od wybuchnięcia śmiechem. Musiałam jednak dać radę, nie mogłam mu pokazać, że tak łatwo mnie udobruchać...
Podszedł do łóżka, na którym siedziałam już teraz w pełni ubrana i wyciągnął rękę z kwiatem w moją stronę. Jej i jak ja mam być dla niego wredna?!
- Nawet nie wiesz jakie są moje ulubione kwiaty – odezwałam się w końcu.
- Przepraszam... Jak na razie mi nie powiedziałaś, ale jak tylko powiesz, zaraz takie dostaniesz – uśmiechnął się szeroko. Czy on wie jak to na mnie działa?!
- Nie jesteś w stanie tego załatwić, kwitną tylko na przełomie maja i czerwca, i nie da się ich kupić, trzeba poszukać i zerwać.
- Lubisz stokrotki?
– Zapytał.
- Nie. Te o których mówię, też bywają białe, ale niekoniecznie.
- No to powiedz, jestem pewien, że dam radę znaleźć te kwiaty jeszcze dzisiaj!
- Naprawdę nie dasz rady...

- Spróbujmy, ale jeżeli je zdobędę to będziesz dla mnie cały dzień bardzo miła i będziesz szczerze odpowiadać na moje wszystkie pytania!
- Zgoda
– byłam pewna, że w żaden sposób nie zdobędzie mojego ulubionego kwiatu, więc byłam gotowa zgodzić się na wszystko.
- W takim razie czego mam szukać?

 - Bzu – odparłam pewna siebie – wiesz co to prawda? Właśnie jego kwiaty kocham najbardziej na świecie, a szczególnie te najciemniejsze. No i oczywiście jego zapach...
Junki nagle wydawał się lekko zagubiony. Chyba się tego nie spodziewał. Jednak po dłuższym zastanowieniu odparł:
- Da się zrobić! A teraz choć na śniadanie, do wieczora będziesz miała swój bukiecik.
Zaskoczona jego powrotem pewności siebie, skierowałam się za nim w stronę drzwi sypialni.
- Aaa... Zaczekaj moment – wrócił się do łóżka. – Zapomniałaś tego! – Wyciągnął w moją stronę rękę z telefonem, który wcześniej odebrałam.
- To nie moje, przecież moja komórka rozpadła się na lotnisku!
- To twój nowy telefon. Ostatnio ci go dałem jak nie miałaś humoru
.- Włożył mi do ręki telefon i ruszył do kuchni. Gdy był już na dole schodów:
- I nie waż mi się marudzisz czy sprzeciwiać, wystarczy DZIĘKUJĘ!
Zrobiłam naburmuszoną minę i zeszłam na dół do jadalni. Obraz jaki tam zobaczyłam zszokował mnie. Ogromy stół w jadalni był elegancko nakryty dla dwóch osób. W wazonie świeże kwiaty – lilie takie jak ta, którą w ramach przeprosin przyniósł mi do góry Junki. Na stole kanapki, jajecznica, kawa, herbata, owoce i jeszcze cała masa pyszności. Kiedy on to zdążył wszystko przygotować?
- Usiądź – odsunął mi krzesło po jednej stronie stołu.
Usiadłam. Sam usiadł na przeciw, cały czas się do mnie uśmiechając. Ja natomiast byłam trochę speszona i nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Sama nie wiem dlaczego? Nigdy się tak nie zachowywałam w stosunku do osoby, z która spędziłam noc.
- Czemu nic nie jesz? Nie smakuje ci? – Spytał zmartwiony.
- Nie skądże – odpowiedziałam i szybko nałożyłam sobie kanapki na talerz. – Sam to wszystko zrobiłeś?
- Skąd! Jak spaliśmy z ogrodu, weszły do domu krasnoludki i wszystko przygotowały według mojej listy poleceń.
- Ekh... Przestań bo się zadławię...
- Zaniosłam się śmiechem.
- No! Nareszcie widzę twój uśmiech dzisiaj! – Wstał z miejsca, usiadł na krześle obok i złapał mnie za rękę leżącą na stole.
- Mam nadzieję, że nie żałujesz dzisiejszej nocy? – Co?! Żałować?! Ja?! Nigdy! Rano byłam trochę oszołomiona, ale nie żałowałam.
- Jestem lekko zaskoczona tym do czego doszło, – spuścił smutny wzrok na ziemię – ale na pewno nie żałuję! – Dodałam szybko i odwróciłam się w jego stronę. Następnie objęłam go za szyję i przyciągnęłam jego twarz do swojej, po czym złożyłam na jego ustach gorący pocałunek. Kiedy wreszcie się od niego oderwałam, spojrzałam mu w oczy, a on objął mnie swoimi silnymi ramionami i mocno przytulił.
- Kocham cię – szepnął mi do ucha. – Po raz pierwszy mówię to komuś, ale jestem tego pewien. Kocham cię.
Za nim zdążyłam coś powiedzieć czy w jakikolwiek sposób zareagować nasze usta złączyły cię w miłosnym pocałunku.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz