Gościu! Jeżeli coś przeczytasz to skomentuj. Lubię wiedzieć, że ktoś mnie odwiedza :D

wtorek, 14 września 2010

11. Junkosiowy szał - Zdjęcie

Pustymi oczyma patrzyłam za oddalającym się niebieskim punkcikiem. Nagle punkcik dziwnie się zachwiał, a następnie przestał oddalać. W tym samym czasie doszedł moich uszu straszny pisk i zgrzyt metalu...
- Nie on się przewrócił! – Wrzasnęłam do brata. Puściłam reklamówki na ziemię, nie myśląc, co stanie się z zakupami ruszyłam przed siebie, chcąc jak najszybciej znaleźć się przy ukochanym i upewnić, że nic mu się nie stało.
Gdy dobiegałam, tłum gapiów otaczał już miejsce wypadku. Przepychając widzów łokciami na boki, dotarłam do samego centrum... Widok był porażający! Motor leżał kilka metrów dalej przewrócony na bok, natomiast pod moimi stopami ujrzałam kałuże krwi, ciągnącą się od nieruchomego ciała kierowcy.
- Panie Boże, jemu nie mogło się nic stać, to nieprawda! – Powiedziałam głośno, przyklękając przy Junkim. Mimo, że jeździec miał na głowie kask z przyciemnianą szybką, wiedziałam, że to on. Rozpoznałam go instynktownie. Chciałam jak najszybciej zdjąć z jego głowy zasłaniający mu twarz kawałek pianki i plastiku by zobaczyć na własne oczy, ze jest cały. Jednak z drugiej strony bałam się go ruszyć, by nie zaszkodzić mu bardziej.
Po paru minutach na miejscu była już karetka. Dzięki Bogu, że wypadek zdarzył się tak blisko szpitala. Odsunęłam się szybko o kilka kroków, by ułatwić lekarzom dojście do rannego. Sanitariusze z niesamowitym zaangażowaniem udzielali pomocy ofierze, jednak po paru chwilach coś się zmieniło. Zaprzestali...
- Co się dzieje?! – Zaczepiłam jednego z pracowników służby zdrowia.
- Zna pani tego człowieka?
- Tak, tak to mój.... Mój narzeczony!
- W takim razie bardzo mi przykro... Podczas uderzenia o asfalt, pomimo kasku zranił się poważnie w głowę, nic nie mogliśmy już zrobić...
- Co? Jak? Nieeeeeee!!!!!!!!!
– Wydarłam się na całe gardło


Spokojnie, spokojnie, tylko żartowałam :P Chciałam was jakoś rozruszać na wstępie :D
To teraz przejdźmy do prawdziwego biegu wydarzeń :)





   Po zniknięciu na horyzoncie wypatrywanego przeze mnie kompletnie bezmózgiego stwora, nie mogłam dojść do siebie.
- Jak ten głupek mógł uznać Daniela za mojego chłopaka? - Zastanawiałam się. – To jest przecież niedorzeczne! A z managerem to już sobie porozmawiam, jak wpadnie w moje łapki...
- A ty skończ się rechotać!
– Wrzasnęłam na brata. – I pamiętaj! Nie waż się nikomu pisnąć słowa o tym, bo własnoręcznie uduszę!
- Dobra...
– Odpowiedział chichocząc pod nosem i ruszył w stronę domu.
Nie wiedziałam, co mam robić. Telefonu teraz ode mnie nie odbierze, no ale z drugiej strony dlaczego mam się mu tłumaczyć. Przecież nic złego nie zrobiłam! To on napadł na mnie, Bóg wie dlaczego... Aż trzęsłam się ze złości!
W domu, w dalszym ciągu szukałam rozwiązania tej sytuacji. Nic nie przychodziło mi do głowy.
Po godzinie błądzenia po mieszkaniu, naszła mnie pewna myśl. Szybko podbiegłam do szafy i wyjęłam skrzynkę ze zdjęciami. Odnalazłam poszukiwane zdjęcie i wpatrując się w nie, sama do siebie się uśmiechałam. Gdyby w domu był ktoś poza mną pewnie uznałby, że zwariowałam, ale ja byłam w pełni świadoma...
Zdjęcie przedstawiało naszą rodzinkę, znaczy rodziców i mnie z bratem. A z tyłu było popisane... Włożyłam je do koperty, złapałam za swoją torebkę i wyszłam z domu mając nadzieję, że Junki będzie pracował tam gdzie przypuszczałam.

Na całe szczęście nie myliłam się... Gdy kilkanaście minut później znalazłam się na rynku sesja trwała w najlepsze. Przypuszczałam, że będą ją dzisiaj kontynuować. W końcu ostatnio skończyła się dość niespodziewanie. Podeszłam najpierw do tłumu gapiów, by zobaczyć jak się miewa pan zraniony. Oczywiście jak zwykle był w idealnej formie. Czego się spodziewałam, przecież to aktor. Nawet gdyby nie czuł się najlepiej, to nie pokazałby tego po sobie podczas sesji.
Ale nie spodziewałam się zobaczyć tego... On wprost świetnie się bawił! Z tego, co zdążyłam zauważyć, wymagało tego jego przebranie. Jednak nie mogłam uwierzyć, że tak świetnie radzi sobie ze świadomością, iż mam innego.
- Cholerny tygrysek – prychnęłam pod nosem. Rozejrzałam się w około mając nadzieję, że nikt tego nie usłyszał. Na szczęście wszyscy byli skupieni na widowisku przed nimi. Odeszłam kawałek na bok czekałam na przerwę, by móc przejść do realizacji planu usprawiedliwiania się.
Po półgodzinnym oczekiwaniu, nastała upragniona dla wszystkich łącznie ze mną przerwa. Widziałam kątem oka jak Junki na tyłach planu udaje się do swojej garderoby. Szybkim krokiem udałam się w tym samym kierunku. Gdy już miałam łapać za klamkę, jakaś ogromna dłoń chwyciła mnie za ramię i zaczęła odciągać z dala od tymczasowo ustawionego tu baraku.

 - Nie wolno! – Odwróciłam się w stronę napastnika. Kto śmie mi przeszkadzać w tak ważnym momencie?! Ochrona! No tak, mogłam się spodziewać, tego że ktoś będzie bronił gwiazdora, przed napalonymi fankami.
- Chcę się widzieć z Junkim, mam coś dla niego!
- Nie panienka jedna by chciała.
– Odpowiedział drwiąco.
- Panie, posłuchaj pan, znam się z Junkim i jeżeli powie mu pan, że przyszłam to sam się pan przekona, że on zechce mnie widzieć – odezwałam się w miarę spokojnie jak na moje dygoczące z napięcia nerwy.
- To pani mnie posłucha! Jak zaraz pani mi stąd nie zniknie to tamci panowie w niebieskim
– wskazał na policjantów stojących kilkanaście metrów dalej – pani pomogą się stąd zabrać! Zrozumiano?!
Myślałam, że zaraz wybuchnę! Jednak wiedziałam, iż jestem na przegranej pozycji. Zaczęłam jeszcze raz.
- Proszę pana, wiem że z pewnością nie jedna już taka osoba jak ja stawała tu przed panem mówiąc, że zna Junkiego i chce się z nim zobaczyć. Jak rozumiem, nie mam też co liczyć na to, iż mnie pan do niego wpuści. W takim razie, mam do pana malutką prośbę. Dam panu pewna kopertę, a kiedy Junki wyjdzie pan mu ją przekaże O.K.? Chyba tyle może pan dla mnie zrobić? – Uśmiechnęłam się promiennie, najsłodziej jak potrafiłam. Jednak na tego gbura widać to nie podziałało, bo tylko spojrzał na mnie pogardliwie.
- No dobra to daj ta kopertę.
Uszczęśliwiona, że ochroniarz zgodził się przekazać Junkiemu moją „wiadomość” szybko wyjęłam z torby zeszyt, wyrwałam z niego kartkę i pośpiesznie napisałam dla „tygryska” wiadomość, której treścią było: „Buraku jeden, zanim wyrzucisz tę kartkę bądź łaskaw przyjrzeć się zdjęciu do niej dołączonemu. A co do wybaczenia, to może okażę ci łaskę jak się bardzo postarasz!” Włożyłam liścik do koperty ze zdjęciem, następnie oddałam drogocenny przekaz stojącemu za moimi plecami gorylowi i odeszłam. Miałam nadzieję, że ten gburowaty pracownik ochrony faktycznie odda gwiazdorowi mój list, tak samo jak miałam nadzieję, iż Junki zechce go przeczytać i zobaczyć zdjęcie.
Nie chcąc niecierpliwie krążyć wokół miejsca pracy mojego nieufnego ukochanego poszłam pooglądać sobie wystawy sklepowe wzdłuż deptaka.
Po około 15 minutach poczułam w kieszeni wibrację, a zaraz po tym usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki Junkiego „J Style”, którą ustawiłam sobie w wolnej chwili jako dzwonek. Wyjęłam urządzonko z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz.
- O proszę, już dzwoni! – Myślałam z uśmiechem na ustach – O nie mój panie, nie tak szybko... – Postanowiłam jeszcze nie odbierać.
Telefon podzwonił chwile, po czym zamilkł. Po niecałej minucie odezwał się po raz kolejny. Znów skoczne rytmy „J Style”, wcale mi się przeszkadzało, że dzwoni. Lubiłam tę piosnkę, więc z przyjemnością się w nią wsłuchiwałam. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy.
Kiedy po raz „n-ty” nie odebrałam połączenia od natarczywej osoby, coś pociągnęło mnie lekko na włosy związane w koński ogon. Odwróciłam się, a za sobą zobaczyłam nie kogo innego, jak samego zdyszanego pięknisia.
- Myślałem, że coś ci się stało, bo nie odbierasz?! – Wydyszał mi prosto w twarz. – Biegam po okolicy od dłuższej chwili. Nie rób mi tego więcej!
- Czego?!
– Spytałam. – Mam więcej nie pokazywać się na ulicach z bratem, czy może więcej nie przychodzić do ciebie na plan, albo nie... Pewnie chodzi ci o to, bym więcej nie dawała ci się znaleźć?!
- Oj wiesz, o co mi chodzi! Patuś, naprawdę się martwiłem, że nie odbierałaś. – Nadal udawałam obojętną i głuchą. – I przepraszam cię za moją głupotę. Po prostu to wszystko się na siebie nałożyło i... Z reszta nie będę się usprawiedliwiał głupimi wymówkami. – Stanął przede mną i spojrzał mi w twarz. – Chociaż z tym „burakiem” w liściku to przegięłaś! – Powiedział wesoło, a ja bezwiednie się uśmiechnęłam.
- Udało się! – Krzyknął – Wreszcie zobaczyłem twój uśmiech!
Odwróciłam szybko twarz, to nie tak miało być! Mimo to moje serce skakało z radości, że wszystko się wyjaśniło.
Położył rękę na moim policzku i odwrócił moją twarz z powrotem w swoją stronę.
- To co? Już wszystko O.K. między nami? – Zapytał z nadzieją widoczną w jego błyszczących oczach. Po czym zaczął zbliżać usta prawdopodobnie chcąc mnie pocałować, W ostatniej chwili zebrałam się w sobie i zatrzymałam go.
- Chyba niezbyt dokładnie przeczytałeś mój liścik. – Powiedziałam z satysfakcją. - Wyraźnie w nim napisałam, że będziesz musiał się mocno postarać bym okazała ci łaskę! A jak na razie nie popisałeś się jakoś szczególnie.
- Mówisz, że mam się postarać? Dobrze. W takim razie bądź gotowa na 19:00. Ponieważ nie znam twojego adresu, a wątpię byś w tej chwili była skłonna mi go dać, spotkamy się na parkingu, gdzie ostatnio cię zostawiałem. Ja wracam teraz na plan, bo i tak już pewnie moje zniknięcie wprowadziło spore zamieszanie, ale wkrótce się zobaczymy
– wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, takim jak to tylko on potrafi, a następnie machając mi na do widzenia odszedł szybkim krokiem w swoim kierunku.

Biegałam po domu jak szalona, nie mogąc się zdecydować co na siebie włożyć. Nie miałam pojęcia, czego się mam spodziewać po staraniach Junkiego. W końcu zdecydowałam, że założę coś dość eleganckiego, ale zarazem wygodnego. Dzięki temu niezależnie od tego gdzie pójdziemy nie będę dziwnie wyglądała. Wybór padł na popielate, materiałowe spodnie i czarną bluzkę z wysokim stanem, na nogi zamierzałam założyć moje ukochane, wygodne, czarne baleriny. Włosy rozpuściłam i wyprostowałam, na twarz nałożyłam delikatny makijaż, podkreślając nieco mocniej jedynie oczy.
- Dasz radę Patrycjo, tylko nie daj mu się owinąć wokół palca już w pierwszych minutach! – Powiedziałam do swego odbicia w lustrze. Jeszcze raz rzuciłam okiem na całokształt moich starań i uznałam, że jestem gotowa do wyjścia.
Idąc w stronę umówionego miejsca, już z daleka dostrzegłam stojącą tam, czerwoną Hondę. Gdy byłam już koło samochodu, otworzyły się drzwi od strony kierowcy. Wysiadł Junki... Wlepiałam w niego wzrok jak zaczarowana. Miał na sobie białą koszulę, na nią założony dzianinowy bezrękawnik w niebieskie i czarne romby, a do tego czarny krawat. Na wierzch zarzucił marynarkę, śnieżnobiałą jak jego spodnie. Gdy wysiadł, po prostu mnie poraziło, on błyszczał!
– Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie, nie chcąc pokazywać mu jak bardzo byłam szczęśliwa, że mnie znalazł. Junki oczywiście ruszył za mną.
- To nie tak miało być, opanuj się Pati – skarciłam się w myślach.
Junki ponownie schylił się do siedzenia w samochodzie i coś z niego wyjął. To był bukiet. Bukiet zrobiony z zielonych liści i zdjęć! Zdjęć ciemnego bzu! Tego to się już kompletnie nie spodziewałam. Całkiem zapomniałam o tamtej rozmowie o kwiatach...
Podszedł do mnie.
- To dla pani – wręczył mi bukiet. – Jeżeli jest pani gotowa i ma ochotę spędzić ze mną dzisiejszy wieczór, serdecznie zapraszam do samochodu. – Po czym podszedł i otworzył szeroko drzwi od strony pasażera.
Moje serce wariowało, ale co to za akcja z ta „panią”? Z reszta nieważne, bardziej ciekawa jestem dalszego ciągu wydarzeń. Z pomocą mojej gwiazdeczki wsiadłam do samochodu, a następnie ruszyliśmy w nieznanym mi kierunku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz