Junkosiowy szał
5. Ona
Od momentu przebudzenia, wizje wczorajszego wieczoru nie pozwalały mi jasno myśleć. Cały czas miałam przed oczyma, wydarzenia z parku. Godziny mijały a ja nie otrząsałam się z letargu. Dzień upływał mi na bujaniu w obłokach i sprawdzaniu maila. Moje stany psychiczne potrafiły przejść od euforii do rozpaczy w czasie paru sekund, gdy okazywało się, że na moim koncie nie pojawiła się żadna nowa wiadomość. Na szczęście po chwili dobry humor znów wracał i mogłam ponownie zamknąć się w świecie wspomnień.
Minął dzień, a ja pomimo tego, że pierwsza i największa fala radości już minęła, wciąż nie potrafiłam się skupić na normalnym funkcjonowaniu, nawet moja rodzina zaczęła mi się dokładniej przyglądać. W pewnym momencie, podczas kolejnej chwili zatracenia się w świecie marzeń, do rzeczywistości przywrócił mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Nie mając większej ochoty na odbieranie, co wiązałoby się z poruszeniem z miejsca, czekałam aż ktoś inny ruszy swój tyłek. Niestety, wyglądało na to, iż rodzinka też nie miała w planach podnoszenia słuchawki, tak też w końcu sama ruszyłam w kierunku hałasującego aparatu.
- Hallo?! – Odezwałam się po podniesieniu słuchawki.
- Hallo, można prosić do telefonu Patrycję?
- Przy telefonie, słucham.
- Aaa... Pati to ty, nie poznałam cię po głosie. Tutaj Karola... – Właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie, jaki błąd popełniłam odbierając ten telefon. Wiedziałam, że w końcu zadzwoni. To było nieuniknione, ale ja nie miałam w tamtym momencie sił, ani ochoty na tłumaczenie się, gdzie zniknęłam poprzedniego wieczoru. Podczas gdy ja kombinowałam jak tu wykręcić się z tej rozmowy, Karolina ciągnęła dalej, jeden ze swoich słynnych monologów.
- Jestem pewna, że wiesz, po co dzwonię. Musisz mi wyjaśnić, gdzie się wczoraj straciłaś. – A nie mówiłam? - Byłaś i nagle się rozpłynęłaś. Szukałam cię po całym pubie i dopiero kiedy zauważyłam, że nie ma twojej torebki zrozumiałam, iż pewnie poszłaś do domu. Nie martw się, rozumiem cię całkowicie. To oczywiste, że byłaś zmęczona po podróży, że też nie pomyślałam o tym od razu. Trzeba mi było powiedzieć, kiedy się umawiałyśmy. Zrozumiałabym... – Aha, na pewno. Jeśliby chociaż do słowa mnie dopuściła, ale nie mogę być na nią zła, w końcu w pewnym sensie dzięki niej przeżyłam cudowne chwile. – Oh... Mam nadzieję, że dotarłaś cało do domu i nie przytrafiły ci się żadne nieprzewidziane sytuacje – o i to jakie? Gdybyś wiedziała... – No nic, ważne, że dotarłaś do domu. Jednak chciałam cię zapytać o jeszcze jedną sprawę. Chodzi mi o tego przystojniaka, który przyszedł z tobą wczoraj, Juna.Wczoraj też gdzieś nagle zniknął. Może byliście razem, co? Heh, żartuję tylko. Przecież to nie twój chłopak czy ktoś taki. – Wiedziałam, że do tego dojdzie. Chwila, moment! Juna?! –
- Jasne... – Wrrr... Mam dzisiaj jakąś dziwnie nieodpartą chęć, by ją udusić
- W takim razie miałabym prośbę, mogłabyś mi powiedzieć coś więcej na jego temat? Bo on sam nie był wczoraj zbyt rozmowny, jedyne co udało mi się wyciągnąć z niego to to, że nazywa się Jun – No i tu się mylisz moja droga, nawet tego do końca nie wyciągnęłaś. – Dlatego też, pomyślałam, że skoro się znacie to pewnie wiesz o nim co nieco. A muszę przyznać, iż Jun naprawdę mi się spodobał, no ale on taki małomówny, pewnie wstydliwy, dlatego uznałam, że dobrze będzie pozyskać parę informacji na jego temat od ciebie. No sama wiesz. Kiedy ma urodziny, czy ma rodzeństwo, jego numer telefonu, no i najważniejsze, czy ma dziewczynę? No powiedz, proszę cię.
- Wiesz Karolciu... – Normalnie mam taki silny charakter, dlaczego akurat w tego typu sprawach musi on być odchylony od normy? Czemu do diaska, nie potrafię powiedzieć przyjaciółce, że chłopak, którym się interesuje jest mój i nie zamierzam go nikomu oddawać? – Szczerze mówiąc sama zbyt dobrze nie znam eee... JUNA, znamy się głównie z widzenia, więc niewiele mogę ci pomóc.
- Wielka szkoda! Tak liczyłam, że od ciebie uda mi się czegoś dowiedzieć. No nic, tak czy inaczej mam nadzieję, iż się wkrótce znów spotkamy i najwyżej sama wyciągnę z niego te informacje, a znajdą się na to już odpowiednie sposoby, sama rozumiesz – W tym momencie nad głową zapalił mi się ogromny neon z napisem „Wara od niego”, szkoda tylko, że Karolina nie mogła go zobaczyć.
- Pewnie dasz radę – odpowiedziałam tylko głupia...
Miałam ochotę jak najszybciej skończyć tę rozmowę, najwidoczniej jednak nie było mi to dane.
- Tak w ogóle, właśnie mi się przypomniało, że wczoraj nie miałyśmy okazji pogadać o twoich wakacjach, a nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam, kiedy cię nie było. Zaraz musimy sobie urządzić jakieś babskie pogaduchy. Spotykamy się u ciebie czy u mnie? – Nie zdążyłam się jeszcze odezwać a już... – Faktycznie głupie pytanie, najlepiej u mnie. U ciebie pewnie cała rodzinka w domu, to tylko by nam przeszkadzali. U mnie rodzice jeszcze nie wrócili z wakacji, także będziemy miały spokój. W takim razie czekam na ciebie. Pa – i się rozłączyła.
Stałam osłupiała ze słuchawką w dalszym ciągu przyłożoną do ucha, zastanawiając się nie po raz pierwszy, skąd ja wytrzasnęłam taką przyjaciółkę i jak to możliwe, że przyjaźnimy się już od ponad 10 lat? Trzeba jej jednak przyznać to, że zawsze mogę na niej polegać i nie raz już pomogła mi wydostać się z różnych opresji. Nie miałam wyjścia, jeżeli nie chciałam urazić Karolci, musiałam się zebrać i pójść do niej. Miałam tylko nadzieję, iż nie będzie już dzisiaj poruszać tematu Junkiego, bo wolałabym w końcu nie wybuchnąć i nie skrzywdzić jej.
Przebrałam się z moich domowych łachmanów w coś, w czym można się pokazać na ulicy, wyjęłam z szafy ulubioną torbę, wrzuciłam do niej portfel, gumy do żucia i pożyczony chwilowo od mamy telefon komórkowy (w razie co, a ona i tak rzadko z niego korzysta), wzięłam do ręki smycz, zawołałam psa oraz krzyknęłam, że wychodzę i postaram się nie być za późno. Ruszyłam w kierunku domu Karoli. Przyjaciółka, dobrze mnie znając, wyczekiwała już w oknie. Gdy tylko zbliżyłam się do ogrodzenia, ta machała mi, o mało co nie wybijając szyby rękoma. Moja kochana wariatka - pomyślałam.
Kiedy weszłam do domu Karoliny, jak zwykle poraził mnie widok wnętrza. Za każdym razem, gdy tu przychodziłam, miałam wrażenie, jakbym znajdowała się w muzeum. Na ścianach drogocenne obrazy, na stolikach inne dzieła sztuki, dom urządzony w jasnych kolorach, gdzie każdy przedmiot miał swoje stałe miejsce, wyposażenie z najwyższej półki. Nie wiem jak tutaj uchował się charakter mojej szalonej znajomej. Dzięki Bogu, że jej pokój jest całkowitym przeciwieństwem całej reszty domu. Tylko u niej czuję się swobodnie. Kiedy tam wchodziłyśmy, zauważyłam, iż nic od lat się nie zmieniło. Łóżko nie zasłane, pościel jak zwykle w jakieś niezidentyfikowane, kolorowe wzorki, pod oknem, moje ulubione, wielkie pufy, na półkach wystawa maskotek przeplatająca się z naszymi zdjęciami w kolorowych ramkach. No może tylko na kilku półkach doszło trochę książek. Od razu rzuciłam się w stronę ukochanego, niebieskiego siedziska i poczułam się jak u siebie. To było nasze stałe miejsce do rozmów... 2 pufy, moja niebieska w żółte łatki, a jej żółta w niebieskie. Mimo czasem trudnego do zniesienia charakteru Karolci, właśnie uświadomiłam sobie, że tego mi było trzeba. Tego miejsca i tej osoby naprzeciw. Żałowałam tylko, że nie mogę opowiedzieć jej o ostatnich wydarzeniach na lotnisku, a następnie w parku. Jednak wiązałoby się to ze zdradzeniem całej prawdy o Junkim, a pomimo mego zaufania do przyjaciółki nie chciałam tego robić.
Zostało więc planowane opowiadanie co ciekawszych anegdot z mojego pobytu u ciotki w Niemczech. Po jakimś czasie, ze świata plotek, wyrwało mnie skomlenie psa. Całkiem zapomniałam, że wzięłam go ze sobą. Spojrzałam na zegarek i faktycznie była już 23:00. Pies potrzebował wyjść, z reszta ja też, w końcu mówiłam, że nie będę zbyt późno. Pożegnałam się z Karolą, co nie było zbyt łatwe oczywiście i wyszłam.
Wracając do domu uznałam, że pójdę dłuższą drogą, by pies się wybiegał. Dłuższa droga oznaczała około pół godziny spaceru, zamiast 10 minut. Szłam wolnym tempem, bez pośpiechu, obserwując pojedynczych ludzi spieszących się do domów. W pewnym momencie moje spojrzenie przykuła pewna para, stojąca na rogu ulicy. W pierwszym momencie dziewczyna skojarzyła mi się z Magdą - dziewczyną mojego brata, chłopaka nie widziałam dobrze, ponieważ stał tyłem, jednak zdecydowanie nie przypominał Daniela. Idąc cały czas w ich kierunku, coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, iż to jest Magda, tylko co ona by tutaj robiła o tej godzinie i to z obcym facetem. Do tego chłopak nie przypominał żadnego z jej braci, miał całkowicie inna budowę ciała i fryzurę, jednak skądś go znałam, byłam pewna... Szłam tak dalej, dopiero kiedy znalazłam się kilka metrów od nich, magdopodobna dziewczyna mnie zauważyła i zdaje się, że momentalnie lekko zbladła. Wtedy nie miałam już wątpliwości co do tego, iż jest ona tym kim przypuszczałam.
- Cześć – powiedziała zmieszana.
Cały czas jednak zastanawiało mnie, kim jest jej towarzysz? Wiem, że ponoć rozstała się z moim bratem, ale mogła poczekać, chociaż kilka dni nim przygrucha sobie nowego fagasaaaaa... W tym momencie chłopak odwrócił się i doznałam szoku...
- Junki! – Krzyknęłam.
- Pati?! A co ty tutaj robisz? – Co ja tutaj robię? – Pomyślałam. O to, to chyba ja powinnam zapytać. - Widzę, że znacie się z Madzią – Madzią?! Wrrr... – Ona jest modelką, która będzie ze mną współpracowała przy sesji.
Wiedziałam, ze małolata dorabia sobie jako modelka, ale dlaczego musi akurat współpracować z nim?! Chyba ją powieszę, albo lepiej... Wydłubię jej oczy... Wybory mojego brata, to nie mój biznes, ale Junkiego ci nie oddam wiedźmo. Wychodzi na to, że dobrze robiłam, od zawsze nie mając do niej zaufania...
- Pati, a skąd wy się z Junkosiem znacie?! – Ehe... ehe... Że jak ona powiedziała?! Z Junkosiem? Przysięgam, że zginie w ciężkich mękach! Nie no a teraz się jeszcze na moich oczach kleić do niego będzie. Puszczaj jego ramie szmato jedna!!!
- Tak wyszło, że się znamy... – Skoro on nie ma zamiaru nic więcej powiedzieć, to ja też po sobie nie pokaże jakiejkolwiek zazdrości, ale... – Ale co wy robicie o tej porze w środku miasta?
- Zwinęliśmy się szybciej z wieczorku zapoznawczego dla ekipy. Nudnawo tam jakoś było, woleliśmy pospacerować. Prawda, Junkoś? – O nie, dłużej nie wytrzymam tego, czy ta dziewucha robi to specjalnie?! Od zawsze mnie drażniła swoją pewnością siebie. Do tego, braku prezencji to jej zarzucić nie można: młoda, zgrabna, o dość ciemnej karnacji, z długimi, falującymi włosami... Jak przy takiej w kompleksy nie wpaść. Kiedy była z moim bratem to nie miałam powodów do zazdrości, ale kiedy widzę ją z moim wymarzonym facetem to niepewność zżera moje, wszystkie wnętrzności. Tak poza tym, dlaczego Junki nic nie mówi, nie zamierza mi w żaden sposób wyjaśnić tej sytuacji? Wczoraj mnie całował, a dzisiaj praktycznie ignoruje?! Dobrze, niech tak będzie. Pokażę mu, że ja też tak potrafię.
- W takim razie ja już pójdę, nie chcę wam zakłócać tych miłych chwil (zaakcentowałam) – powiedziałam z uśmiechem na ustach – też muszę już lecieć, do zobaczenia. – Ruszyłam szybkim krokiem przed siebie. Kiedy mijałam Junki’ego miałam wrażenie jakby był lekko zaskoczony, jednak pewnie tylko mi się zdawało.
Drogę do domu prawie przebiegłam, chciało mi się ryczeć. Pomimo tego, że nie przyłapałam ich przecież na niczym niestosownym, to zbyt dobrze znałam Magdę. Widziałam jej wzrok, kiedy na niego zerkała... Ona była nim zainteresowana i to nie przelotnie. Byłam załamana... Przecież to z góry przegrana walka, jak mam walczyć z kimś, kto wygląda tak jak ona?
Kiedy weszłam do domu, na nic już nie miałam ochoty. Odruchowo włączyłam komputer by sprawdzić pocztę, a następnie miałam zamiar się po prostu położyć i zasnąć.
Kiedy zalogowałam się na swoje konto, zauważyłam 5 nowych maili. Pewnie znów jakiś spam – pomyślałam.
1. Otwórz darmowe konto bankowe... ble ble ble...
2. Wygrałeś wycieczkę... – jasne...
3. Wakacje! Chorwacja za połowę ceny... – jak będzie za darmo to wyjadę...
4. Ubezpieczenie OC... – daliby już spokój!
Usuń, usuń, usuń, usuń i ...
Ostatni byłam gotowa od razu usunąć, jednak w ostatnim momencie moją uwagę zwróciły jakieś „krzaczki” w tytule... Otwieram – zdecydowałam.
Minął dzień, a ja pomimo tego, że pierwsza i największa fala radości już minęła, wciąż nie potrafiłam się skupić na normalnym funkcjonowaniu, nawet moja rodzina zaczęła mi się dokładniej przyglądać. W pewnym momencie, podczas kolejnej chwili zatracenia się w świecie marzeń, do rzeczywistości przywrócił mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Nie mając większej ochoty na odbieranie, co wiązałoby się z poruszeniem z miejsca, czekałam aż ktoś inny ruszy swój tyłek. Niestety, wyglądało na to, iż rodzinka też nie miała w planach podnoszenia słuchawki, tak też w końcu sama ruszyłam w kierunku hałasującego aparatu.
- Hallo?! – Odezwałam się po podniesieniu słuchawki.
- Hallo, można prosić do telefonu Patrycję?
- Przy telefonie, słucham.
- Aaa... Pati to ty, nie poznałam cię po głosie. Tutaj Karola... – Właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie, jaki błąd popełniłam odbierając ten telefon. Wiedziałam, że w końcu zadzwoni. To było nieuniknione, ale ja nie miałam w tamtym momencie sił, ani ochoty na tłumaczenie się, gdzie zniknęłam poprzedniego wieczoru. Podczas gdy ja kombinowałam jak tu wykręcić się z tej rozmowy, Karolina ciągnęła dalej, jeden ze swoich słynnych monologów.
- Jestem pewna, że wiesz, po co dzwonię. Musisz mi wyjaśnić, gdzie się wczoraj straciłaś. – A nie mówiłam? - Byłaś i nagle się rozpłynęłaś. Szukałam cię po całym pubie i dopiero kiedy zauważyłam, że nie ma twojej torebki zrozumiałam, iż pewnie poszłaś do domu. Nie martw się, rozumiem cię całkowicie. To oczywiste, że byłaś zmęczona po podróży, że też nie pomyślałam o tym od razu. Trzeba mi było powiedzieć, kiedy się umawiałyśmy. Zrozumiałabym... – Aha, na pewno. Jeśliby chociaż do słowa mnie dopuściła, ale nie mogę być na nią zła, w końcu w pewnym sensie dzięki niej przeżyłam cudowne chwile. – Oh... Mam nadzieję, że dotarłaś cało do domu i nie przytrafiły ci się żadne nieprzewidziane sytuacje – o i to jakie? Gdybyś wiedziała... – No nic, ważne, że dotarłaś do domu. Jednak chciałam cię zapytać o jeszcze jedną sprawę. Chodzi mi o tego przystojniaka, który przyszedł z tobą wczoraj, Juna.Wczoraj też gdzieś nagle zniknął. Może byliście razem, co? Heh, żartuję tylko. Przecież to nie twój chłopak czy ktoś taki. – Wiedziałam, że do tego dojdzie. Chwila, moment! Juna?! –
- Jasne... – Wrrr... Mam dzisiaj jakąś dziwnie nieodpartą chęć, by ją udusić
- W takim razie miałabym prośbę, mogłabyś mi powiedzieć coś więcej na jego temat? Bo on sam nie był wczoraj zbyt rozmowny, jedyne co udało mi się wyciągnąć z niego to to, że nazywa się Jun – No i tu się mylisz moja droga, nawet tego do końca nie wyciągnęłaś. – Dlatego też, pomyślałam, że skoro się znacie to pewnie wiesz o nim co nieco. A muszę przyznać, iż Jun naprawdę mi się spodobał, no ale on taki małomówny, pewnie wstydliwy, dlatego uznałam, że dobrze będzie pozyskać parę informacji na jego temat od ciebie. No sama wiesz. Kiedy ma urodziny, czy ma rodzeństwo, jego numer telefonu, no i najważniejsze, czy ma dziewczynę? No powiedz, proszę cię.
- Wiesz Karolciu... – Normalnie mam taki silny charakter, dlaczego akurat w tego typu sprawach musi on być odchylony od normy? Czemu do diaska, nie potrafię powiedzieć przyjaciółce, że chłopak, którym się interesuje jest mój i nie zamierzam go nikomu oddawać? – Szczerze mówiąc sama zbyt dobrze nie znam eee... JUNA, znamy się głównie z widzenia, więc niewiele mogę ci pomóc.
- Wielka szkoda! Tak liczyłam, że od ciebie uda mi się czegoś dowiedzieć. No nic, tak czy inaczej mam nadzieję, iż się wkrótce znów spotkamy i najwyżej sama wyciągnę z niego te informacje, a znajdą się na to już odpowiednie sposoby, sama rozumiesz – W tym momencie nad głową zapalił mi się ogromny neon z napisem „Wara od niego”, szkoda tylko, że Karolina nie mogła go zobaczyć.
- Pewnie dasz radę – odpowiedziałam tylko głupia...
Miałam ochotę jak najszybciej skończyć tę rozmowę, najwidoczniej jednak nie było mi to dane.
- Tak w ogóle, właśnie mi się przypomniało, że wczoraj nie miałyśmy okazji pogadać o twoich wakacjach, a nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam, kiedy cię nie było. Zaraz musimy sobie urządzić jakieś babskie pogaduchy. Spotykamy się u ciebie czy u mnie? – Nie zdążyłam się jeszcze odezwać a już... – Faktycznie głupie pytanie, najlepiej u mnie. U ciebie pewnie cała rodzinka w domu, to tylko by nam przeszkadzali. U mnie rodzice jeszcze nie wrócili z wakacji, także będziemy miały spokój. W takim razie czekam na ciebie. Pa – i się rozłączyła.
Stałam osłupiała ze słuchawką w dalszym ciągu przyłożoną do ucha, zastanawiając się nie po raz pierwszy, skąd ja wytrzasnęłam taką przyjaciółkę i jak to możliwe, że przyjaźnimy się już od ponad 10 lat? Trzeba jej jednak przyznać to, że zawsze mogę na niej polegać i nie raz już pomogła mi wydostać się z różnych opresji. Nie miałam wyjścia, jeżeli nie chciałam urazić Karolci, musiałam się zebrać i pójść do niej. Miałam tylko nadzieję, iż nie będzie już dzisiaj poruszać tematu Junkiego, bo wolałabym w końcu nie wybuchnąć i nie skrzywdzić jej.
Przebrałam się z moich domowych łachmanów w coś, w czym można się pokazać na ulicy, wyjęłam z szafy ulubioną torbę, wrzuciłam do niej portfel, gumy do żucia i pożyczony chwilowo od mamy telefon komórkowy (w razie co, a ona i tak rzadko z niego korzysta), wzięłam do ręki smycz, zawołałam psa oraz krzyknęłam, że wychodzę i postaram się nie być za późno. Ruszyłam w kierunku domu Karoli. Przyjaciółka, dobrze mnie znając, wyczekiwała już w oknie. Gdy tylko zbliżyłam się do ogrodzenia, ta machała mi, o mało co nie wybijając szyby rękoma. Moja kochana wariatka - pomyślałam.
Kiedy weszłam do domu Karoliny, jak zwykle poraził mnie widok wnętrza. Za każdym razem, gdy tu przychodziłam, miałam wrażenie, jakbym znajdowała się w muzeum. Na ścianach drogocenne obrazy, na stolikach inne dzieła sztuki, dom urządzony w jasnych kolorach, gdzie każdy przedmiot miał swoje stałe miejsce, wyposażenie z najwyższej półki. Nie wiem jak tutaj uchował się charakter mojej szalonej znajomej. Dzięki Bogu, że jej pokój jest całkowitym przeciwieństwem całej reszty domu. Tylko u niej czuję się swobodnie. Kiedy tam wchodziłyśmy, zauważyłam, iż nic od lat się nie zmieniło. Łóżko nie zasłane, pościel jak zwykle w jakieś niezidentyfikowane, kolorowe wzorki, pod oknem, moje ulubione, wielkie pufy, na półkach wystawa maskotek przeplatająca się z naszymi zdjęciami w kolorowych ramkach. No może tylko na kilku półkach doszło trochę książek. Od razu rzuciłam się w stronę ukochanego, niebieskiego siedziska i poczułam się jak u siebie. To było nasze stałe miejsce do rozmów... 2 pufy, moja niebieska w żółte łatki, a jej żółta w niebieskie. Mimo czasem trudnego do zniesienia charakteru Karolci, właśnie uświadomiłam sobie, że tego mi było trzeba. Tego miejsca i tej osoby naprzeciw. Żałowałam tylko, że nie mogę opowiedzieć jej o ostatnich wydarzeniach na lotnisku, a następnie w parku. Jednak wiązałoby się to ze zdradzeniem całej prawdy o Junkim, a pomimo mego zaufania do przyjaciółki nie chciałam tego robić.
Zostało więc planowane opowiadanie co ciekawszych anegdot z mojego pobytu u ciotki w Niemczech. Po jakimś czasie, ze świata plotek, wyrwało mnie skomlenie psa. Całkiem zapomniałam, że wzięłam go ze sobą. Spojrzałam na zegarek i faktycznie była już 23:00. Pies potrzebował wyjść, z reszta ja też, w końcu mówiłam, że nie będę zbyt późno. Pożegnałam się z Karolą, co nie było zbyt łatwe oczywiście i wyszłam.
Wracając do domu uznałam, że pójdę dłuższą drogą, by pies się wybiegał. Dłuższa droga oznaczała około pół godziny spaceru, zamiast 10 minut. Szłam wolnym tempem, bez pośpiechu, obserwując pojedynczych ludzi spieszących się do domów. W pewnym momencie moje spojrzenie przykuła pewna para, stojąca na rogu ulicy. W pierwszym momencie dziewczyna skojarzyła mi się z Magdą - dziewczyną mojego brata, chłopaka nie widziałam dobrze, ponieważ stał tyłem, jednak zdecydowanie nie przypominał Daniela. Idąc cały czas w ich kierunku, coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, iż to jest Magda, tylko co ona by tutaj robiła o tej godzinie i to z obcym facetem. Do tego chłopak nie przypominał żadnego z jej braci, miał całkowicie inna budowę ciała i fryzurę, jednak skądś go znałam, byłam pewna... Szłam tak dalej, dopiero kiedy znalazłam się kilka metrów od nich, magdopodobna dziewczyna mnie zauważyła i zdaje się, że momentalnie lekko zbladła. Wtedy nie miałam już wątpliwości co do tego, iż jest ona tym kim przypuszczałam.
- Cześć – powiedziała zmieszana.
Cały czas jednak zastanawiało mnie, kim jest jej towarzysz? Wiem, że ponoć rozstała się z moim bratem, ale mogła poczekać, chociaż kilka dni nim przygrucha sobie nowego fagasaaaaa... W tym momencie chłopak odwrócił się i doznałam szoku...
- Junki! – Krzyknęłam.
- Pati?! A co ty tutaj robisz? – Co ja tutaj robię? – Pomyślałam. O to, to chyba ja powinnam zapytać. - Widzę, że znacie się z Madzią – Madzią?! Wrrr... – Ona jest modelką, która będzie ze mną współpracowała przy sesji.
Wiedziałam, ze małolata dorabia sobie jako modelka, ale dlaczego musi akurat współpracować z nim?! Chyba ją powieszę, albo lepiej... Wydłubię jej oczy... Wybory mojego brata, to nie mój biznes, ale Junkiego ci nie oddam wiedźmo. Wychodzi na to, że dobrze robiłam, od zawsze nie mając do niej zaufania...
- Pati, a skąd wy się z Junkosiem znacie?! – Ehe... ehe... Że jak ona powiedziała?! Z Junkosiem? Przysięgam, że zginie w ciężkich mękach! Nie no a teraz się jeszcze na moich oczach kleić do niego będzie. Puszczaj jego ramie szmato jedna!!!
- Tak wyszło, że się znamy... – Skoro on nie ma zamiaru nic więcej powiedzieć, to ja też po sobie nie pokaże jakiejkolwiek zazdrości, ale... – Ale co wy robicie o tej porze w środku miasta?
- Zwinęliśmy się szybciej z wieczorku zapoznawczego dla ekipy. Nudnawo tam jakoś było, woleliśmy pospacerować. Prawda, Junkoś? – O nie, dłużej nie wytrzymam tego, czy ta dziewucha robi to specjalnie?! Od zawsze mnie drażniła swoją pewnością siebie. Do tego, braku prezencji to jej zarzucić nie można: młoda, zgrabna, o dość ciemnej karnacji, z długimi, falującymi włosami... Jak przy takiej w kompleksy nie wpaść. Kiedy była z moim bratem to nie miałam powodów do zazdrości, ale kiedy widzę ją z moim wymarzonym facetem to niepewność zżera moje, wszystkie wnętrzności. Tak poza tym, dlaczego Junki nic nie mówi, nie zamierza mi w żaden sposób wyjaśnić tej sytuacji? Wczoraj mnie całował, a dzisiaj praktycznie ignoruje?! Dobrze, niech tak będzie. Pokażę mu, że ja też tak potrafię.
- W takim razie ja już pójdę, nie chcę wam zakłócać tych miłych chwil (zaakcentowałam) – powiedziałam z uśmiechem na ustach – też muszę już lecieć, do zobaczenia. – Ruszyłam szybkim krokiem przed siebie. Kiedy mijałam Junki’ego miałam wrażenie jakby był lekko zaskoczony, jednak pewnie tylko mi się zdawało.
Drogę do domu prawie przebiegłam, chciało mi się ryczeć. Pomimo tego, że nie przyłapałam ich przecież na niczym niestosownym, to zbyt dobrze znałam Magdę. Widziałam jej wzrok, kiedy na niego zerkała... Ona była nim zainteresowana i to nie przelotnie. Byłam załamana... Przecież to z góry przegrana walka, jak mam walczyć z kimś, kto wygląda tak jak ona?
Kiedy weszłam do domu, na nic już nie miałam ochoty. Odruchowo włączyłam komputer by sprawdzić pocztę, a następnie miałam zamiar się po prostu położyć i zasnąć.
Kiedy zalogowałam się na swoje konto, zauważyłam 5 nowych maili. Pewnie znów jakiś spam – pomyślałam.
1. Otwórz darmowe konto bankowe... ble ble ble...
2. Wygrałeś wycieczkę... – jasne...
3. Wakacje! Chorwacja za połowę ceny... – jak będzie za darmo to wyjadę...
4. Ubezpieczenie OC... – daliby już spokój!
Usuń, usuń, usuń, usuń i ...
Ostatni byłam gotowa od razu usunąć, jednak w ostatnim momencie moją uwagę zwróciły jakieś „krzaczki” w tytule... Otwieram – zdecydowałam.
Nadawca: aprilboy@mail.com Temat: „This is me 그게 나야 ”
“Cześć Pati,
Obiecałem się odezwać, dlatego też piszę w pierwszej wolnej chwili. Przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie miałem nawet minuty wolnego. Teraz właściwie też się spieszę, ponieważ idziemy całą ekipą na piwo, by się lepiej poznać.
Zapisz sobie mój adres mailowy. Poza tym, chciałbym Ci coś dać, kiedy uda nam się spotkać.
Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru
Lee jun Ki 이준기”
Dlatego był taki dziwny. Pewnie myślał, że przeczytałam wcześniej tego maila i głupio się czuł, że nic dla mnie nie ma... Moje słoneczko kochane. Powinien wiedzieć, ze ja nic od niego nie chcę, poza samą jego obecnością. Jak to teraz rozwiązać? Po co tak się unosiłam, przecież oni naprawdę nic nie robili, a ja zaraz musiałam się wściekać... Głupia, głupia, głupia...Obiecałem się odezwać, dlatego też piszę w pierwszej wolnej chwili. Przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie miałem nawet minuty wolnego. Teraz właściwie też się spieszę, ponieważ idziemy całą ekipą na piwo, by się lepiej poznać.
Zapisz sobie mój adres mailowy. Poza tym, chciałbym Ci coś dać, kiedy uda nam się spotkać.
Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru
Lee jun Ki 이준기”
Wiedziałam, że teraz nie mam nawet, co marzyć o zaśnięciu, uznałam, że dobrze mi zrobi kolejny spacer dla wyciszenia buzujących we mnie emocji. Noc była chłodna, ale przyjemnie się szło. Bezwiednie skierowałam się w stronę miejsca ostatniego spotkania z Junkim i ex mojego brata. Pomimo tego, że dawałam sobie sprawę, iż na pewno nie stoją tam dalej, czułam lekkie rozczarowanie, gdy nie znalazłam wyżej wymienionej dwójki w tamtym miejscu. Odetchnęłam głęboko i poszłam dalej. Daleko na przedzie, jawiła mi się jakaś para.
- Nie no oczywiście, że to nie oni. Co mieliby tu jeszcze robić? – Zapytałam samą siebie.
Gdy byłam już dostatecznie blisko, by rozpoznać sylwetki ludzi stojących kilkanaście metrów przede mną, stanęłam jak wmurowana. To byli oni! Stali przodem do siebie, a Junki prawdopodobnie coś do niej mówił. Nie miałam odwagi by podejść bliżej. Po krótkiej chwili, poczułam na sobie wzrok Magdy, uśmiechnęła się parszywie, jak to tylko ona potrafi, odwróciła wzrok na Junkosia i... Nie wierzę! Pocałowała go!!!
Dalej, nie jestem pewna co się stało, do oczu napłynęły mi hektolitry łez, odwróciłam się na pięcie i zaczęłam biec, najszybciej jak potrafiłam...
to niewiarygodnie uroczy chłopak, tak właściwie już mężczyzna. W końcu urodził się 2 marca 1990r czyli ma już szacowny młodzian lat 20. Jednak urodę ma wyjątkowo chłopięcą, za co kochają go rzesze fanek.