Gościu! Jeżeli coś przeczytasz to skomentuj. Lubię wiedzieć, że ktoś mnie odwiedza :D

niedziela, 22 sierpnia 2010

3. Junkosiowy szał - Uśmiech

Pora na kolejną częśc mojego opowiadanka. Życzę miłej lektury :)


Junkosiowy szał
3. Uśmiech

     Mieliśmy spotkać się po pubem „Toudi”, o 20:30, czyli za pół godziny. Oznaczało to, że na pewno się spóźnię, miałam jeszcze mokre włosy i byłam owinięta ręcznikiem. Biegałam po całym domu jak opętana, szukając czegoś odpowiedniego do ubrania. W pewnym momencie, podczas wbiegania do łazienki, potknęłam się o próg i wylądowałam twarzą na umywalce.
- Aaauuuuaaaaa!!!!!!!! Kto k**** wpadł na pomysł, żeby to tu stało?! – Pozbierałam się, spojrzałam w lustro i... Zaniemówiłam. Miałam rozcięta i opuchniętą wargę. Jak ja mam się tak pokazać ludziom na ulicy, wygląda jakby mnie ktoś pobił?! Zdecydowałam, że nigdzie nie idę. Już miałam odwoływać wyjście, lecz gdy wzięłam telefon do ręki uświadomiłam sobie, że nie znam numeru Karoli, a moja komórka jest przecież niezdatna do użytku, przez pewnego osobnika. W takim wypadku nie miałam wyjścia, musiałam szybko się ubrać, nałożyć podwójną ilość pudru na twarz i mieć nadzieję na to, że nikt nie zauważy. Wybiegłam z domu jak szalona, w końcu zostało mi tylko dziesięć minut na dojście, a normalnie potrzeba mi minimum dwudziestu. Biegnę zdyszana chodnikiem, jeszcze tylko dwa zakręty i będę na miejscu. Szybko biorę pierwszy zakręt, 90 dziewięćdziesiąt stopni w prawo, już mam wyjść na prostą, lecz dochodzi do czołowego zderzenia z jakimś przechodniem. Odbiłam się i lecę do tyłu, w ostatniej jednak chwili, mój oprawca podtrzymał mnie. W pierwszym momencie, kiedy na niego wpadłam, nie zauważyłam kto to, jednak już w następnej sekundzie rozpoznałam stojącego za mną osobnika. Stałam tak podtrzymywana przez niego, wpatrując się w jego twarz, która była tak blisko...
Niemożliwe – myślałam. To chyba sen, pewnie zasnęłam w domu i to wszystko tylko mi się śni... Przede mną stał Junki we własnej osobie. Tylko, co on robił w moim mieście? Niemożliwe, żeby gdzieś tutaj miała się odbywać jego sesja?!
- To ty?! – W końcu się odezwałam
- Ja we własnej osobie – odparł z uśmiechem i postawił mnie prosto. Dalej stałam jak zahipnotyzowana, wpatrując się w niego. W końcu on pierwszy przerwał ciszę.
- To – tu dotknął palcem mojej rozciętej wargi, której tak, à propos nie miało być widać – to chyba nie od zderzenia na lotnisku? Co?- Jego dotyk mnie sparaliżował.
- Nie, nie! – Szybko zaprzeczyłam. Chociaż, w sumie mogłam powiedzieć, że tak. Może miałby dzięki temu jakieś wyrzuty sumienia, iż nie odebrał telefonu. Właśnie! Telefon. Mam okazję dowiedzieć się, co się stało.
- Nie zadzwoniłaś?! – Skąd wiedział, o czym myślę?! Zaraz, zaraz! Ja, nie zadzwoniłam?!
- Chyba sobie żartujesz?! – Praktycznie krzyknęłam. – Że niby ja nie zadzwoniłam?!
- Słucham?
- Dzwoniłam do Ciebie popołudniu, koło szesnastej! To ty, nie raczyłeś podejść do telefonu! Jakiś facet powiedział mi, że jesteś zajęty i nie masz czasu na rozmowy!
- Oh! Mój manager musiał odebrać telefon. Przepraszam Cię za niego. Mam nadzieję, że mi wybaczysz? – Kiedy to powiedział i dodał do tego swój uśmiech, byłam w stanie wybaczyć mu wszystko, nawet gdyby był odpowiedzialny za trzęsienia ziemi i głód na świecie. Na szczęście opanowałam się w porę, zanim zdążyłam przytaknąć. Uznałam, że będę twarda.
- Ty już nie wymyślaj wymówek! Jestem pewna, że po prostu chciałeś uniknąć odpowiedzialności za to, co zrobiłeś z moim telefonem, mając nadzieję, że więcej mnie nie spotkasz! – Wytknęłam mu z groźną miną. Sama nie wiem skąd we mnie wzięła się ta siła.
- No coś ty! – Spojrzał na mnie skonsternowany – Przecież, gdybym chciał cię unikać, nie dałbym ci mojego prawdziwego numeru! A tak poza tym, to dzwoniłaś jedynie w sprawie swojego telefonu? – Zapytał z uroczym uśmieszkiem na ustach, a mnie zatkało. Takiego pytania się nie spodziewałam... No i co ja mam mu odpowiedzieć? Muszę się opanować i dalej grać twardą.
- A w jakiej innej sprawie miałabym dzwonić? – Jak to w jakiej? - Myślałam. Chociaż by po to, by usłyszeć jeszcze raz twój głos.
- Ach... No tak... – Chyba zbiłam go trochę z tropu, co mnie lekko zdziwiło. – W takim razie daj mi swój numer, to... Prawda, zapomniałem, że to właśnie przez jego brak rozmawiamy. – Pomyślałam, że muszę coś szybko wymyślić! Jeszcze stracę z nim kontakt!!!
- To może podam ci mojego maila? – To pierwsze, co wpadło mi do głowy.
- O! Świetnie! Już sobie zapisuje. – Ze śmiejącymi się oczyma wyjął z kieszeni telefon i zapisał podany przeze mnie adres. – To jesteśmy w kontakcie.
Jedyne, co dałam radę z siebie wyrzucić to krótkie „tak”.
- A tak w ogóle, to gdzie się właśnie wybierasz? Może masz trochę wolnego czasu? No wiesz... Nie znam tu nikogo poza tobą, a dostałem dzisiaj wolny wieczór... Może, poszlibyśmy się czegoś napić? Jeżeli masz ochotę oczywiście.
- Ja... – Ja mam dzisiaj urodziny, czy co? Czemu on takie durne pytania zadaje?! Jasne!!! – Chętnie.
- Super! No to chodźmy.
Ruszyliśmy przed siebie. W ciszy szliśmy w kierunku, w którym zmierzałam wcześniej. Nie bardzo wiedziałam, co mam mówić, miałam kompletną pustkę w głowie, jednak nie przeszkadzało mi to. Byłam szczęśliwa, że w ogóle mogę być tak blisko mojego idola. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że z tej całej euforii całkiem zapomniałam o Karoli i reszcie paczki. Dokładnie w tej samej chwili usłyszałam swoje imię. Jeszcze dobrze się nie odwróciłam, a już na mojej szyi wisiała przyjaciółka. Ściskała mnie bez końca, nie zwracając w ogóle uwagi na mojego, nieco zszokowanego towarzysza. W końcu mnie puściła.
- Gdzieś ty się tyle czasu podziewała?! Wiesz ile już na ciebie czekamy?! – Zapytała, wskazując jednocześnie ręką na machającą do mnie grupkę, stojącą trochę dalej. - Mieszkasz najbliżej z nas wszystkich, jak to możliwe, że przychodzisz ostatnia?!
Już miałam odpowiedzieć, gdy do rozmowy wtrącił się Junkoś.
- Przepraszam, ale to chyba moja wina – powiedział i chyba dopiero wtedy Karola go zauważyła. Odwróciła się w jego stronę, a oczka się jej zaświeciły.
- Ach... Nie masz, za co przepraszać. Jeżeli to rzeczywiście ty jesteś powodem, to Pati ma zdecydowanie odpuszczone to spóźnienie. – Powiedziała szczerząc się, a zaraz potem nachyliła się w moją stronę i zapytała szeptem:
- Skąd ty taaaaakie ciacho wytrzasnęłaś? Trzeba było mówić, że przyprowadzisz takiego słodziaka, to lepiej bym się przygotowała. – Mówiąc to cały czas spoglądała na Junkiego trzepocząc rzęsami.
O nie – pomyślałam. Co jak co, ale jego ci nie oddam. Z oczu zaczęłam strzelać piorunami w kierunku przyjaciółki. Nie zdążyłam jeszcze nic odpowiedzieć, a ta już zaciągała mojego przystojniaka w kierunku grupki znajomych. Nie pozostało mi nic innego jak iść za nimi. Po drodze do pubu, moja kochana Karolinka nie odstępowała Junki’ego na krok, prawie, że na nim wisiała, a co gorsza on nie wyglądał na zbytnio niezadowolonego. Wręcz przeciwnie, rozmawiał sobie z nią w najlepsze. Kurde, no!!! Pomimo tego, iż przebywałam z nim dłużej niż ona, tyle z nim nie rozmawiałam?! Co to ma być?! Wlokłam się za wszystkimi, nie spuszczając z oczu znajomej dwójki.
Po dotarciu na miejscu, rozsiedliśmy się wygodnie w ulubionej loży. W „Toudim” nie było jeszcze zbyt tłoczno, co miałam nadzieje się utrzyma. Moi przyjaciele łącznie z Karolą nie wiedzieli, iż mój nowy znajomy jest wielkim celebrytem w swoim kraju, jednak to mogło się w każdej chwili zmienić, gdyby ktoś w lokalu go rozpoznał. Cały czas siedziałam i martwiłam się, czy nagle nie wejdzie ktoś, kto go zna i nie zacznie się nalot fanek, jak na lotnisku.
Po kilkudziesięciu minutach wszyscy już szaleli. Nawet Junkiego Karolcia wyciągnęła na parkiet, tylko ja nie potrafiłam się rozluźnić. Siedziałam i wodziłam wzrokiem za panem gwiazdorem, wściekła na siebie, że nie poszliśmy w drugą stronę. Mogliśmy teraz przyjemnie spędzać czas we dwójkę. Ach... Po upływie kolejnych kilkunastu minut, nie wytrzymałam i poszłam zaczerpnąć świeżego powietrza na zewnątrz. Odeszłam kilka metrów od głównego wejścia, by nie stać w przejściu, oparłam się o budynek za mną, przymknęłam oczy i spokojnie oddychałam. Nagle, ni stąd, ni zowąd ktoś złapał mnie za ramię. Odruchowo wyrwałam się i odepchnęłam dość mocno natręta. Gdy się na niego spojrzałam, ku mojemu zdumieniu okazało się, iż w kałuży obok mnie siedzi nie kto inny, jak sam Junki. Wlepiłam w niego oczy i... Nie wytrzymałam, wybuchnęłam gromkim śmiechem. To był po prostu uroczy widok, jaki nie raz pojawiał mi się tylko w wyobraźni. Junkoś ociekający wodą siedzący na środku wielkiej kałuży. Ze śmiechu łzy napływały mi do oczu. W końcu zdecydowałam się podejść i pomóc mu wstać. Dalej trzęsąca się ze śmiechu wyciągnęłam rękę w jego kierunku. Spojrzał na mnie z urażoną miną i sam podniósł się z ziemi. No to pięknie – pomyślałam. Właśnie zraziłam do siebie kogoś, z kim planowałam nawiązać jak najlepszy kontakt. Pewnie więcej się do mnie nie odezwie. Skruszona zabrałam rękę i odsunęłam się o krok. Przystojniaczek dalej wpatrywał się we mnie wrogo.
- Przepraszam – powiedziałam, w końcu zmieszana. – To faktycznie nie było śmieszne, nie powinnam się śmiać. No i przepraszam, że cię uderzyłam, ale nie wiedziałam, że to tyyyy.... – Co jest?!
Zanim dokończyłam zdanie, Junki złapał mnie za rękę i pociągnął.
- Idziemy, szybko! – Krzyknął i zaczął biec, ciągnąc mnie za sobą. Biegliśmy dobrą chwilę, przez wszystkie okoliczne zaułki.  Zdyszani zatrzymaliśmy się w końcu.
- Co-ty-wy-pra-wiasz?! – Zapytałam dysząc ciężko, a on uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Nie widać? Uprawiam wieczorny joging.
- Hę?!
- No widziałem, jak twoja koleżanka wychodzi z pubu i trzeba było nas ewakuować. Przykro mi, ale ona jedna jest bardziej męcząca od całego stada moich fanek. – Spojrzałam mu w oczy i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Kamień spadł mi z serca, że nie jest na mnie zły za tamto.
- Wydawało mi się, że lubisz Karolę – powiedziałam, gdy już trochę się uspokoiliśmy.
- Przez pierwsze dziesięć minut tak było, ale potem moja cierpliwość osiągnęła swoje granice. A ty, skoro wiedziałaś jaka jest twoja przyjaciółka, czemu mnie nie ratowałaś, tylko zostawiłaś na pastwę losu i wyszłaś gdzieś sama?!
- Eee... Myślałam, że dobrze się bawisz, więc uznałam, że nie będę ci przeszkadzać.
- To ja specjalnie trzymałem się od ciebie z daleka, bo myślałem, że zła na mnie jesteś za coś. Tylko, właśnie nie wiedziałem za co.
- Wariacie! Za co miałam być zła na ciebie? Przecież to ja całkiem zapomniałam, iż umówiłam się ze znajomymi i jeszcze wciągnęłam w to ciebie...
- No się dogadaliśmy... Heh...
- W takim razie przepraszam cię za Karolinę, nie myślałam, że tak się do ciebie przyklei. Najwidoczniej się jej spodobałeś
. – Niby powiedziałam to tak niewinnie, ale strasznie ciekawa byłam jego odpowiedzi.
- Może jaj jej tak, ale ona mi zdecydowanie nie. – Ulżyło mi, a on dodał spoglądając mi prosto w oczy – wolę wyższe dziewczyny... – Stałam nie wiedząc, co powiedzieć. Czy to ostatnie dotyczyło mojej osoby? Czy on naprawdę powiedział, że woli mnie od niej?! Nie... Na pewno mi się przesłyszało. Pewnie powiedział to całkiem ogólnie, że lubi wysokie dziewczyny. Tak, to dokładnie tak było.
- To co teraz robimy? Pewnie nie chcesz już wracać w objęcia Karoli? Chyba, że zmieniłeś zdanie, to mogę cię tam odprowadzić. – Mówiąc to ruszyłam z powrotem. Nie zdążyłam jeszcze zrobić kroku, a Junki już zagrodził mi drogę.
- Nie ma mowy! Jeżeli nie chcesz ze mną przebywać to, to powiedz, ale nie zaciągaj mnie z powrotem do jaskini lwa! Błagam. – Słowo „ błagam” w jego ustach, połączone z robieniem szczenięcych oczu wywołało istny huragan w moim sercu. W tamtym momencie miałam wielką ochotę rzucić mu się na szyję, zacząć tulić i obiecywać, że nikomu go już nie oddam, więc nie musi się o nic martwić. Oh... Musiałam wtedy użyć całej, swojej silnej woli by tego nie uczynić.
- Dobrze, już dobrze – odpowiedziałam tylko. – Obiecuję, że nie wrócimy już tam. Tylko.., że ja zostawiłam tam moją torebkę. – No i szlag by trafił całą ucieczkę!
- To żaden problem... Taadaaam... – i wyciągnął moja torebkę zza pleców. Nie mogłam w to uwierzyć. Czyli wychodząc z pubu już wiedział, co się stanie...
- Spryciarz! Od początku zamierzałeś stamtąd uciec?
- Trafiła się okazja, to musiałem ją wykorzystać, więc wziąłem twoją torebkę i wyszedłem. Po chwili spotkałem ciebie no i resztę już znasz.
– i znów ten jego uśmiech. Jak on będzie się dalej tak uśmiechał, to moje serce długo już nie pobije.
- To teraz zdecydowanie nie musimy już tam wracać. Chcesz jeszcze gdzieś iść się zabawić czy wolisz już wracać? – Nie idź jeszcze! Błagam. Modliłam się w duchu wy wybrał pierwszą opcję. W końcu udało nam się zostać sam, na sam. On nie może chcieć już iść!
- Myślę, że noc jest jeszcze młoda,.. – yes, yes, yes! (teraz to chyba trochę Marcinkiewicza przypominałam) – ale nie mam już sił na tańce. Może po prostu pospacerujemy trochę po mieście, co? – On mi zdecydowanie czyta w myślach!
- Jestem całkowicie, „za”! Też nie mam już ochoty, na żadne zatłoczone miejsca. – Najlepiej chodźmy w jakieś ciemne miejsce, gdzie nie będzie nikogo poza nami... Hehehehe...
Ruszyliśmy ramię w ramię, prowadziłam nas w stronę wielkiego parku, tam będzie się nam najprzyjemniej spacerowało i nie powinniśmy spotkać zbyt wielu ludzi. Tylko jak ja się opanuję w takiej romantycznej scenerii? Jakoś będę musiała, nie chcę wystraszyć mojego księcia, kiedy wreszcie mam z nim okazję poprzebywać we dwoje. Idąc wpatrywałam się w jego profil. Było dość ciemno, więc miałam nadzieję, iż tego nie widać. Nie mogłam się na niego napatrzeć.
Ileż to razy wyobrażałam sobie, że właśnie tak z nim idę, ile razy marzyłam, że kiedyś będę miała okazję z nim porozmawiać... W końcu Bóg wysłuchał moich próśb!






Mam nadzieję, że się podobało, wkrótce następna część :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz