Gościu! Jeżeli coś przeczytasz to skomentuj. Lubię wiedzieć, że ktoś mnie odwiedza :D

wtorek, 14 września 2010

10. Junkosiowy szał - Brat

Junkosiowy szał
10. Brat

Trafiłam do nieba...

Po chwili romantycznych uniesień, Junki odezwał się patrząc mi prosto w oczy.
- Odpowiesz mi coś na to? – Zapytał. – Wiem, że możesz być zaskoczona – ZASKOCZONA?! Ja nie jestem zaskoczona... Ja jestem zszokowana do szpiku kości! Prędzej bym się spodziewała, że księżyc uderzy w ziemie niż tego wyznania! – Ale chciałem po prostu powiedzieć ci, co w tej chwili czuję. Od pierwszego dnia, kiedy się spotkaliśmy na lotnisku, nie mogłem przestać o tobie myśleć. Sam nie wiem, co spowodowało u mnie taką reakcję? Spotykałem w życiu bardzo wielu ludzi, jednak pierwszy raz ktoś wywołał na mnie takie wrażenie. Może to dlatego, że byłaś taka bezpośrednia, kiedy się na mnie wściekałaś i mimo rozpoznania mojej osoby, nie zmieniłaś swojego stosunku do mnie by mi się przypodobać tylko wciąż byłaś sobą? Naprawdę nie wiem... Ale pewien jestem uczucia do ciebie. Powiedz, czy jest jakaś szansa, że zaczniesz kiedyś odwzajemniać to uczucie?
Oczywiście, że tak – myślałam. – Już od dawna czuję do ciebie to samo. Jeszcze zanim cię poznałam, byłam w tobie po uszy zakochana, a poznanie cię osobiście tylko mnie w tym upewniło... – Chciałam wykrzyczeć mu to i jeszcze wiele, wiele więcej, ale... Nie potrafiłam.
Na pytanie Junkiego odpowiedziała tylko głucha cisza, a w środku tej ciszy ja, siedząca z szeroko rozwartymi źrenicami i wyrazem niedowierzania na twarzy.
- Pati?! – Usłyszałam swoje imię.
- Muszę jechać! W domu pewnie wszyscy się o mnie martwią! Przecież nie dałam im znać, że nie wrócę na noc. – Włączył mi się słowotok. – Muszę zadzwonić po taksówkę! Mój telefon? Eee... a no tak, nie mam telefonu... Emm... znasz numer do jakiejś korporacji? Mogę zadzwonić od ciebie? – Wstałam i ruszyłam w kierunku telefonu, znajdującego się w salonie, a przynajmniej tam widziałam go wcześniej. Jednak Junki złapał mnie za łokieć i zatrzymał.
- Stój! Odwiozę cię przecież, tylko wezmę dokumenty.
W samochodzie nic już nie mówiłam. Kilka razy odezwałam się tylko, by pokierować mojego szofera w odpowiednią stronę. Zatrzymaliśmy się na parkingu pod sklepem w okolicy mojego domu. Nie chciałam, by Junki odwoził mnie pod sam dom. Nie było mi potrzeba do szczęścia jeszcze plotek rozsiewanych przez wścibskich sąsiadów.
Gdy tylko samochód się zatrzymał, od razu chwyciłam za klamkę i zaczęłam wysiadać. Chciałam jak najszybciej wydostać się z auta. Kiedy zatrzaskiwałam już drzwi w ostatnim momencie usłyszałam głos Junkiego.
- Czekaj – zawołał.
Spojrzałam na niego pytająco.
- Zapomniałaś jeszcze tego – podał mi przez otwarte okno reklamówkę.
Zajrzałam do środka i okazało się, że jest to moja wcześniejsza zguba. Znaczy, że musiał wziąć ją z parku i przetrzymać u siebie.
- Dzięki – powiedziałam i zaczęłam iść w kierunku domu. Gdy odchodziłam, widziałam, że jak na razie Junki nie ruszył się z miejsca, wpatrując się w moją osobę.
Idąc do domu, cieszyłam się, ze mam niby zapomniane zakupy przy sobie. Potwierdzą moje alibi u rodziców, choć i tak wiem, że swoje będę musiała wysłuchać. W pierwszej kolejności jednak, zanim dojdę do domu, musze powiadomić Karolę, o tym, ze u niej spałam dzisiejszej nocy. Niestety znając przyjaciółkę, będę musiała w zamian powiedzieć jej całą prawdę i to ze szczegółami, inaczej nie da mi żyć.
- Kurwa! – Zaklęłam po nosem na brak telefonu... Jednak zaraz poczułam dziwną wypukłość na wysokości mojej kieszeni w spodniach. Wyjęłam ze spodni podarunek od ukochanego.
Znając numer Karolci na pamięć (w końcu jest to osoba, do której dzwonię najczęściej) wystukałam go szybko i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- ... ... ... – Może nie odbiera przez to, że dzwonię z nieznanego numeru?
- ... ... Hallo?!
- Cześć Karuś!
- Pati?! To ty? Co to za numer?! A z reszta nieważne! Cieszę się, że dzwonisz, bo jestem ciekawa gdzie ty dzisiaj w nocy byłaś?!
- Co?! Skąd o tym wiesz?!
- Właśnie najgorsze jest to, że nie wiem o niczym! Wiesz, spotkałam dzisiaj rano twoją mamę...
- Że co proszę?!
- Pytała o ciebie, czy jesteś u mnie.
- I co jej powiedziałaś?!
– Krzyknęłam praktycznie do słuchawki. Zaczynałam panikować, moje alibi właśnie rozpadało się na miliony malutkich jak ziarenka pyłu kawałeczków i znikało w czarnej dziurze mojego pecha...
- No wiadomo! – Odpowiedziała zadowolona. – Wiedziałam, że skoro twoja mama nie wie gdzie jesteś, a mnie nie ma z tobą i nic mi też nie mówiłaś, oznacza to, że stało się coś niespodziewanego. Zrobiłam więc, tak jak kiedyś się umawiałyśmy – powiedziałam jej, że jesteś u mnie a ja tylko do sklepu po coś wyskoczyłam.
- Wiesz, że cię kocham najbardziej na świecie!!!
– Krzyknęłam... Nie! Właściwie wrzasnęłam na całe gardło. Co najmniej dwudziesto tonowy blok skalny stoczył się z mojego serca, pozwalając mu wrócić do normalnego trybu pracy.
- Ma się rozumieć! Ja ciebie z reszta też! Czyli rozumiem, że dobrze powiedziałam?
- Oczywiście, nie wiem jak ci to wynagrodzę?
- Już zapomniałaś ile razy ty mi skórę uratowałaś w ten sposób!? Ale... w ramach podziękowania musisz mi wszystko opowiedzieć, inaczej nie odezwie się do ciebie do końca życia.
- Zgoda
- To w takim razie mów, co się stało?
– Pytała podekscytowana. – Pewnie poznałaś jakiegoś faceta? Tak, tak to na pewno o to chodzi! Opowiadaj, co to za jeden? Jak wygląda? Znam go? Skąd jest? Gdzie się poznaliście..? – Bombardowała mnie pytaniami.
- Kara spokojnie! Miedzy słowami rób przerwy na oddech, bo mi się udusisz zaraz i kto wtedy będzie mnie ratował?! Odpowiem ci na razie na pierwsze pytanie: „Tak, chodzi o chłopaka”, a co do reszty to będziesz musiała troszkę zaczekać, opowiem ci wszystko dokładnie później O.K.?
- Później, znaczy kiedy?!
– Westchnęłam do słuchawki. – No dobra, dobra, ale musisz jeszcze dzisiaj do mnie przyjść!
- Obiecuję, że będę, jednak na teraz wchodzę dopiero do domu, więc będę u ciebie jak tylko uporam się z przesłuchaniem rodziców i jakoś ich udobrucham.
- W takim razie czekam na ciebie z niecierpliwością. Cała aż się trzęsę z ciekawości, więc się pospiesz. Czekam na ciebie w domu!
-Dobrze, papa
– rozłączyłam się.

- Czas odegrać odpowiednio swoją rolę – powiedziałam do siebie stojąc pod drzwiami mieszkania. – Tylko, dlaczego odkąd poznałam Junkiego ciągle muszę przed kimś cos ukrywać?
Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi, po czym weszłam do środka.
- Gdzieś ty była i dlaczego nie zadzwoniłaś?! – Jeszcze dobrze nie przekroczyłam progu a już napadła na mnie rozwścieczona mama. – Wiesz jak się o ciebie martwiłam, kiedy zobaczyłam rano, że nie było cię w domu na noc?! Dzwoniłam nawet do taty, czy nie wie gdzie jesteś, ale jemu też nic nie powiedziałaś! Spotkałam dzisiaj rano Karolinę, więc wiem, że spałaś u niej, ale tak ciężko było ci wczoraj zadzwonić i uprzedzić o tym?!
- Eee... Przepraszam mamuś, zagadałyśmy się z Karolą i całkiem o tym zapomniałam, a kiedy skończyłyśmy była już trzecia nad ranem i nie chciałam was budzić telefonami, a chodzić po nocy też mi się nie uśmiechało. Poza tym byłabyś jeszcze bardziej zła, gdybym po ciemku sama wracała do domu!
– Przytuliłam się do niej – Obiecuję, że więcej się to nie powtórzy. Aaa... i proszę, twoje zamówienie – podałam jej kupione wcześniej chemikalia.
- No mam nadzieję – powiedziała, gdy uwolniłam ją z uścisku. – Ale i tak jestem na ciebie zła...
- Uff... Gładko poszło – odetchnęłam z ulgą.
Poszłam do swojego pokoju, rzuciłam na łóżko torebkę i nowy telefon. Nie mając na nic sił, uznałam, ze dobrze zrobi mi odświeżająca kąpiel.
Po szybkim umyciu się i wysuszeniu włosów wróciłam do pokoju by zregenerować siły przed kolejna konfrontacją, tym razem trudniejszą...
Po chwili, powiedziałam sobie, że co ma być to będzie i zabierając tylko najpotrzebniejsze rzeczy (czytaj telefon i klucze) ruszyłam do przyjaciółki. Dzięki Bogu, mama miała dzisiaj od południa do pracy, co uratowało mnie przed tłumaczeniem: gdzie znów wychodzę?
Przemieszczałam się jakoś wyjątkowo żółwim tempem, niby wiedziałam przecież, że i tak w końcu tam dojdę, jednak odwlekałam ten moment jak mogłam. Po drodze zastanawiałam się ile powinnam powiedzieć przyjaciółce, miałam do wyboru trzy wersje:
1.    Powiedzieć jej wszystko, zaczynając od tego kim Junki jest, a kończąc na fakcie, ze to z nim spędziłam ostatnia noc i, że teraz jesteśmy ze sobą.
2.    Powiedzieć jej o wszystkim, poza prawdziwą osobowością Junkiego.
3.    Powiedzieć jej, że jesteśmy tylko przyjaciółmi z Junkim, a spędziłam tę noc u niego, dlatego że się zagadaliśmy.
Myślałam, myślałam, myślałam i w końcu zdecydowałam, że wiernej przyjaciółce należy się cała prawda, niezależnie od tego jak na nią zareaguje. Na pewno będzie tym wszystkim dość mocno zaskoczona, ale wiem, iż mogę jej ufać.
Kiedy tylko dotarłam do miejsca skąd na wprost widać już dom Karoli, od razu zauważyłam machającą do mnie postać. Czy ona faktycznie cały czas mnie wypatrywała?
Do jej domu nie weszłam... O nie! Ja zostałam wessana przez silnie podekscytowaną dwudziesto-dwulatkę. W takim stanie jeszcze nigdy nie widziałam. Ściągnęła ze mnie bluzę, powiesiła ją na wieszaku, po czym wciągnęła mnie za sobą na górę. Zaraz po wejściu do pokoju rzuciła się na „nasze” pufy.
- Pati mów, bo nie wytrzymam!
- Widzę
- powiedziałam z kwaśną miną, po czym usiadłam w stałym miejscu.
Zastanawiałam się jak zacząć, gdy...
- Zaczniesz wreszcie mówić czy nie?!
- Właśnie myślę, od czego mam zacząć!
- Od początku! Od tego, z kim byłaś dzisiejszej nocy?! Tylko chcę usłyszeć całą prawdę, bez żadnych wymówek czy pominięć!
- Byłam z Junkim
– odpowiedziałam z westchnieniem.
- Z kim? Znam go? – No tak zapomniałam, że Kara nie zna prawdziwego imienia „Juna”.
- Z tym chłopakiem, który ostatnio przyszedł ze mną do Toudi’ego
- Z Junem?!
– Miała oczy wielkie jak spodki. – Ej... Przecież ci mówiłam, że mi się podoba, jak mogłaś go dalej podrywać!
- Karola nie złość się, wysłuchaj mnie najpierw.
– Prosiłam zdenerwowaną koleżankę. – Wiesz, że od jakiegoś czasu mam hopla na punkcie Azji?
- No tak...
– burknęła.
- No właśnie i nie wiem czy pamiętasz, ale nie raz opowiadałam ci do znudzenia o Lee Jun Ki’m?
- O tym Japończyku? A nie, czekaj, Koreańczyku, co tak strasznie ci się podobał?
- Dokładnie! I Jun to właśnie Lee Jun Ki...
- Co?!
- Dlatego, sama rozumiesz, że od kiedy spotkałam go po raz pierwszy na żywo, nie potrafiłam go sobie odpuścić. Przecież wiesz jak ja za nim strasznie szalałam od dawna! Nawet ty nie miałaś sił ostatnio już o nim słuchać.
- Jun jest tym sławnym gwiazdorem?!
– Mówiła jakby sama do siebie. – WOW!!! No, ale musze przyznać, że poprawił ci się gust. Po tym jak byłaś z Igorem, nie spodziewałam się tego po tobie. Tak w ogóle dalej nie wiem, jak ty mogłaś być z ta pokraką? – Mówiąc o moim byłym skrzywiła się i pokazała mi język.
- Ej no! Był miły i opiekuńczy, sama go lubiłaś!
- No dobra, dobra... Ale mów gdzie się poznaliście, no i kiedy?!
- Nasze poznanie to dość długa i pokręcona historia, ale było to na lotnisku, w dniu mojego powrotu z Niemiec...
– Dalej opowiedziałam przyjaciółce dokładnie ze szczegółami całą historię od wypadku na lotnisku, po chwilę obecną.

Gdy skończyłam już mówić, Karolina nadal się nie odzywała. Siedziała nieruchomo urzeczona w dalszym ciągu usłyszaną historią, z rozdziawionymi ustami. Po raz kolejny dzisiaj zobaczyłam przyjaciółkę w stanie, którego nigdy wcześniej nie miałam okazji oglądać.
- Karola?! Nie gniewasz się już prawda?
Wybudziłam ją z letargu...
- No jasne, że nie. Ale wiesz co? – Rzuciła się mi na szyję. – Ty to masz Pati szczęście! Też chcę żeby mój ukochany Pattinson, nagle pojawił się u nas w mieście! Ach... Jakie to wszystko romantyczne... – Rozmarzyła mi się dziewczyna.
ŚWIST... BUM... – Odciągnęłam od twarzy poduszkę.
- Jednej rzeczy tylko nie rozumiem. Jak mogłaś mu nie odpowiedzieć na to wyznanie głupia, skoro tak go uwielbiasz?! – Wykrzyczała mi prosto w twarz.
ŁUP – oberwałam po raz drugi
- Masz to zaraz naprawić! Pomyślałaś, co będzie, kiedy on pomyśli, że nic do niego nie czujesz? Albo gorzej! Jak pomyśli, że chciałaś się tylko zabawić z wielka gwiazdą?!
Spuściłam wzrok w ziemię, ale prawda, nie pomyślałam o tym wcześniej.
- Masz natychmiast się z nim umówić i to wszystko jakoś odkręcić, za nim znajdzie pocieszenie w ramionach Magdy, a z tego co opowiadałaś ona raczej by go nie odrzuciła! – Po tych słowach, przed oczyma natychmiast stanęła mi scena całującej się pary na ulicy.
Wiedziałam, że powinnam zrobić tak, jak radzi przyjaciółka, czyli jak najszybciej spotkać się z Junkim i wyznać mu swoje uczucia, jednak nie miałam na to jeszcze odwagi.
Pod pretekstem załatwienia pewnej ważnej sprawy, wyszłam od Karoli i pośpiesznie wróciłam do domu. Wchodząc do mieszkania usłyszałam dźwięk telefonu. Podbiegłam szybko, by zdążyć odebrać.
- Hallo?
- Pati, zapomniałam ci powiedzieć przed wyjściem do pracy, byś wzięła Daniela ze sobą do sklepu i kupilibyście dwie zgrzewki wody mineralnej. Tata dzwonił dzisiaj i mówi,ł że będzie dopiero po jutrze, więc musicie sobie radzić bez samochodu. Pieniądze zostawiłam w kubku na szafce.
- Dobra spróbuje go namówić. Wiesz, że on nigdy nie był miłośnikiem chodzenia do sklepu, a w ostatnich dniach jest jeszcze bardziej drażliwy.
- Powiedz mu, że ja mu kazałam iść i koniec. Dobra ja musze kończyć, trzymajcie się, pa.
– I się rozłączyła...
Jakby mi dzisiejszego dnia jeszcze było mało problemów, to teraz będę się jeszcze prosić Modego by poszedł do sklepu... Ach... Zajrzałam do kubka i tak jak się spodziewałam oprócz pieniędzy była tam też dodatkowa lista zakupów. Wiedziałam, że nie wysłałaby nas po samą wodę...
Złapałam ponownie za telefon i wybrałam numer brata. Po kilku sygnałach raczył łaskawie odebrać.
- Słucham
- Mody przyjdź do domu. Mam kazała nam pójść do sklepu.
- Nie chce mi się!
- Mi też nie, ale jeszcze mniej chce mi się słuchać mamy, kiedy wieczorem przyjdzie z pracy i zauważy, że nie zrobiliśmy zakupów.
- Dobra... Za chwile będę.
- Ale za chwilę, nie za godzinę!
– Rozłączyłam się.
Dobra, to zanim Daniel przyjdzie do domu, zdążę się przebrać w jakieś ciuchy, w których można się pokazać publicznie na mieście, bo to co miałam na sobie w tej chwili nadawało się tylko do chodzenia po domu moim lub Karoli.
Zamieniłam szybko spodnie z dresu na jeansy, a bluzę na ulubiona błękitną koszulę, ściągniętą w pasie paskiem. Gdy właśnie kończyłam rozczesywać włosy, do domu wszedł „drugorodny” moich rodziców.
- Gotowa? – Zapytał już od progu. – Pospiesz się!
- Idę już, sekunda. Wezmę tylko z kuchni portfel.

Do marketu mieliśmy 15 minut drogi. Zajście tam i zakupy zajęły nam pół godziny. W sumie musze przyznać, że nawet lubię chodzić z nim do sklepu, bo pod względem zakupów jest podobny do mnie. Czyli wejść do sklepu kupić co trzeba i wyjść.
Kiedy wychodziliśmy na zewnątrz z cudownego, klimatyzowanego obiektu poczuliśmy falę gorąca wręcz uderzającą nas w twarz. Ten dzień był wyjątkowo upalny, dlatego też zdecydowaliśmy się po drodze do domu wejść na lody. Wracając bez pośpiechu, ramię w ramię szliśmy w kierunku domu. Niespodziewanie na ulicy, zatrzymał się obok nas z piskiem niebieski motocykl. Motoru nie rozpoznałam, za to jego właściciela od razu jak tylko zdjął kask. Tylko, co on tu robi?!
Junki stanął przed nami z groźna miną, po czym zmierzył wzrokiem mnie i mojego brata. W momencie, kiedy chciałam się odezwać i przedstawić ich sobie, Junki mnie wyprzedził i odezwał się pierwszy.
- Czyli to prawda?!
- Słucham? Co jest prawdą?!
- Już teraz rozumiem, dlaczego nic nie odpowiedziałaś na moje wyznanie... Mój menager mówił mi, że widział cię ostatnio, właśnie z jakimś wysokim chłopakiem i ostrzegał, żebym to sprawdził. Właśnie przed chwila, zadzwonił do mnie, że znów z nim jesteś. Nie chciałem mu wierzyć, ale teraz widzę na własne oczy. Zawiodłaś mnie Pati!
– Po zakończeniu przemowy, szybkim ruchem odwrócił się, założył z powrotem kask i ruszył.
- Ale to jest mój... – Nie zdążyłam, odjechał.
Stałam zszokowana patrząc przed siebie za oddalającym się z ogromną prędkością motocyklem, natomiast mój brat zaśmiewał się do rozpuku. Mi do śmiechu jednak nie było.
- Co to był za gość Pati? Z kim ty się zadajesz?! – Pytał Daniel między kolejnymi atakami śmiechu. – Wiesz co, ty zmień znajomych...
Spojrzałam tylko na niego krzywo, po czym wróciłam do wpatrywania się w coraz mniejszy niebieski punkcik...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz