Junkosiowy szał
6. Torba z zakupami
Biegłam ile sił w nogach, niestety co chwila potykałam się na wszelkich nierównościach. Widok przesłaniały mi łzy, ciągle i ciągle napływające do oczu oraz obraz sceny zobaczonej przed chwilą.
- Jak on mógł, nie wierzę, musiałam mieć jakieś omamy! – Wmawiałam sama sobie. - On taki nie jest, nie wierzę w to! Nie chcę w to wierzyć! Nieee...
Do domu wpadłam jak strzała. Nie zwracając uwagi na nic, nawet na zegar pokazujący godzinę 00:30, wbiegłam do swojego pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Rzuciłam się na łóżko, twarz ukryłam w poduszce i wreszcie zatopiłam się bez reszty w rozpaczy.
Tak po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu o swojej głupocie i łatwowierności... Co się stało z tą racjonalnie myślącą Patrycją, która nigdy nie pozwoliłaby sobie na takie przywiązanie w tak krótkim czasie? Tamta Patrycja, wiedziałaby, że nie warto się zakochiwać w gwieździe, bo one tak jak nocne niebo, prędzej czy później muszą zniknąć.
- Jak ja głupia mogłam sobie w ogóle robić nadzieję? Niby pocałował mnie, ale co z tego? Nie powinnam się w ogóle łudzić... – Mówiłam sama do siebie, między pociągnięciami nosa. - Przecież to jest znany aktor, wiadomo, że dla niego taki pocałunek to nic wielkiego. Po prostu chciał być miły i tyle...
Przez te wszystkie myśli kłębiące się w mojej głowie, nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Wiem tylko, że kiedy się obudziłam, to czułam się tak jakby stado słoni przebiegło mi po czaszce, a moje odbicie w lustrze przeraziło mnie. W łazience spędziłam tylko krótką chwilę, zrobiłam co musiałam i nic ponadto. Żadnego malowania się czy strojenia, o nie... Dzisiaj to jak wyglądam, obchodziło mnie nie bardziej, niż kolejna kłótnia w sejmie. Marzyłam tylko o zamknięciu się w swoim pokoju i wyrzuceniu z głowy pana gwiazdora Lee Jun Ki’ego. Nie bardzo wiedziałam, co mam ze sobą począć, jednak nie miałam też pojęcia, jak pozbyć się z głowy tych uporczywych myśli. Uznałam, że włączę sobie jakąś komedię na komputerze. Tylko broń Boże nie romantyczną!
Włączyłam mojego „złoma” i czekając na załadowanie systemu, zaczęłam szukać płyty z odpowiednim filmem...
- Nie. To też nie. To tym bardziej nie... Kurde, czy ja posiadam tylko romansidła? - Zła odłożyłam filmy do szuflady biurka. - No i co teraz? – Myślałam.
Spojrzałam na monitor, chcąc sprawdzić na jakim etapie włączania jest mój rzęch i wtedy pojęłam jak wielkim błędem to było. Z natłoku wrażeń w ostatnich dniach, całkiem zapomniałam (ponownie) o swojej tapecie, na której widniał oczywiście szczerzący kły Junki. To nie było na moje siły, dlatego też, pokrywa laptopa automatycznie powędrowała w dół z trzaskiem. Odwróciłam się od znienawidzonego w obecnej chwili sprzętu i dostałam szału. Ze wszystkich czterech ścian uśmiechał się do mnie ten zdradziecki padalec. Rzuciłam się w stronę ścian, zrywając z nich wszystkie, jeszcze wczoraj ukochane plakaty. Z wściekłością szarpałam jeden za drugim. Kiedy wreszcie wyżyłam się, targając drogocenne wizerunki „pana popularnego” zdecydowałam, że obowiązkowo musze zmienić tapetę w komputerze.
Przeglądając folder z obrazami, zastanawiałam się, co najlepiej zajmie miejsce starego widoku. Zjeżdżając coraz niżej doszłam do podfolderów, w których znajdują się zdjęcia innych, znanych azjatyckich celebrytów. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- O tak! – Powiedziałam do siebie – Takie zastępstwo będzie idealne.
Co najlepiej pomaga na ból po stracie? Oczywiście znalezienie zastępstwa! Takim właśnie sposobem, na moim pulpicie zagościł prawie całkowicie roznegliżowany - Kim Hyun Joong.
- Zostaniesz moim nowym ulubieńcem przystojniaczku – zwróciłam się do ekranu – i jak chcesz powiadom o tym swojego kolegę po fachu!
Zadowolona z siebie włączyłam Gadu-gadu, a następnie przeglądarkę. Komputer rzęził niezadowolony... Wreszcie wszystko się pootwierało jak trzeba. Na GG nie pisał nikt poza znajomą, pytającą czemu nie może się do mnie dodzwonić? Odpisałam, pokrótce informując ją, że mój telefon miał wypadek i jak coś ma dzwonić na domowy albo napisać tutaj. Czas na przejrzenie ulubionych stron.
1. Blog koleżanki – żadnych nowych notatek.
2. Strona z ulubionymi dramami – nic nowego, oraz nic ważnego.
3. Junkosiowy watek – o nie! „Usuń z ulubionych”, następna proszę.
4. Poczta: 2 nowe wiadomości – hmmm, spamerzy się dzisiaj nie popisali.
Pierwszy mail to jakaś reklama „USUŃ”, następny... Oddychaj Pati, oddychaj...
Zobaczmy, co pan ważny ma mi do powiedzenia.
- Jak on mógł, nie wierzę, musiałam mieć jakieś omamy! – Wmawiałam sama sobie. - On taki nie jest, nie wierzę w to! Nie chcę w to wierzyć! Nieee...
Do domu wpadłam jak strzała. Nie zwracając uwagi na nic, nawet na zegar pokazujący godzinę 00:30, wbiegłam do swojego pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Rzuciłam się na łóżko, twarz ukryłam w poduszce i wreszcie zatopiłam się bez reszty w rozpaczy.
Tak po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu o swojej głupocie i łatwowierności... Co się stało z tą racjonalnie myślącą Patrycją, która nigdy nie pozwoliłaby sobie na takie przywiązanie w tak krótkim czasie? Tamta Patrycja, wiedziałaby, że nie warto się zakochiwać w gwieździe, bo one tak jak nocne niebo, prędzej czy później muszą zniknąć.
- Jak ja głupia mogłam sobie w ogóle robić nadzieję? Niby pocałował mnie, ale co z tego? Nie powinnam się w ogóle łudzić... – Mówiłam sama do siebie, między pociągnięciami nosa. - Przecież to jest znany aktor, wiadomo, że dla niego taki pocałunek to nic wielkiego. Po prostu chciał być miły i tyle...
Przez te wszystkie myśli kłębiące się w mojej głowie, nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Wiem tylko, że kiedy się obudziłam, to czułam się tak jakby stado słoni przebiegło mi po czaszce, a moje odbicie w lustrze przeraziło mnie. W łazience spędziłam tylko krótką chwilę, zrobiłam co musiałam i nic ponadto. Żadnego malowania się czy strojenia, o nie... Dzisiaj to jak wyglądam, obchodziło mnie nie bardziej, niż kolejna kłótnia w sejmie. Marzyłam tylko o zamknięciu się w swoim pokoju i wyrzuceniu z głowy pana gwiazdora Lee Jun Ki’ego. Nie bardzo wiedziałam, co mam ze sobą począć, jednak nie miałam też pojęcia, jak pozbyć się z głowy tych uporczywych myśli. Uznałam, że włączę sobie jakąś komedię na komputerze. Tylko broń Boże nie romantyczną!
Włączyłam mojego „złoma” i czekając na załadowanie systemu, zaczęłam szukać płyty z odpowiednim filmem...
- Nie. To też nie. To tym bardziej nie... Kurde, czy ja posiadam tylko romansidła? - Zła odłożyłam filmy do szuflady biurka. - No i co teraz? – Myślałam.
Spojrzałam na monitor, chcąc sprawdzić na jakim etapie włączania jest mój rzęch i wtedy pojęłam jak wielkim błędem to było. Z natłoku wrażeń w ostatnich dniach, całkiem zapomniałam (ponownie) o swojej tapecie, na której widniał oczywiście szczerzący kły Junki. To nie było na moje siły, dlatego też, pokrywa laptopa automatycznie powędrowała w dół z trzaskiem. Odwróciłam się od znienawidzonego w obecnej chwili sprzętu i dostałam szału. Ze wszystkich czterech ścian uśmiechał się do mnie ten zdradziecki padalec. Rzuciłam się w stronę ścian, zrywając z nich wszystkie, jeszcze wczoraj ukochane plakaty. Z wściekłością szarpałam jeden za drugim. Kiedy wreszcie wyżyłam się, targając drogocenne wizerunki „pana popularnego” zdecydowałam, że obowiązkowo musze zmienić tapetę w komputerze.
Przeglądając folder z obrazami, zastanawiałam się, co najlepiej zajmie miejsce starego widoku. Zjeżdżając coraz niżej doszłam do podfolderów, w których znajdują się zdjęcia innych, znanych azjatyckich celebrytów. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- O tak! – Powiedziałam do siebie – Takie zastępstwo będzie idealne.
Co najlepiej pomaga na ból po stracie? Oczywiście znalezienie zastępstwa! Takim właśnie sposobem, na moim pulpicie zagościł prawie całkowicie roznegliżowany - Kim Hyun Joong.
- Zostaniesz moim nowym ulubieńcem przystojniaczku – zwróciłam się do ekranu – i jak chcesz powiadom o tym swojego kolegę po fachu!
Zadowolona z siebie włączyłam Gadu-gadu, a następnie przeglądarkę. Komputer rzęził niezadowolony... Wreszcie wszystko się pootwierało jak trzeba. Na GG nie pisał nikt poza znajomą, pytającą czemu nie może się do mnie dodzwonić? Odpisałam, pokrótce informując ją, że mój telefon miał wypadek i jak coś ma dzwonić na domowy albo napisać tutaj. Czas na przejrzenie ulubionych stron.
1. Blog koleżanki – żadnych nowych notatek.
2. Strona z ulubionymi dramami – nic nowego, oraz nic ważnego.
3. Junkosiowy watek – o nie! „Usuń z ulubionych”, następna proszę.
4. Poczta: 2 nowe wiadomości – hmmm, spamerzy się dzisiaj nie popisali.
Pierwszy mail to jakaś reklama „USUŃ”, następny... Oddychaj Pati, oddychaj...
Zobaczmy, co pan ważny ma mi do powiedzenia.
"Cześć Pati, to znowu ja :) Mam nadzieję, że wczoraj wieczorem spokojnie wróciłaś do domu."
Czy on chce mnie jeszcze bardziej rozwścieczyć? Aaa... No tak, chłopak nie wie, że go wczoraj widziałam, wtedy, kiedy nie powinnam. Widocznie jego Magdusia nic mu nie powiedziała.
"Dzisiaj kończę pracę wcześniej, więc może byśmy się spotkali? Na przykład przy wejściu do parku o 17:00? Mam nadzieję, że ci pasuje, bo będę czekał?
Twój Junki"
Twój Junki"
On naprawdę wystawia moją cierpliwość na próbę...
Będzie czekał, tak? No to sobie poczeka. Niech nie myśli, że jestem jakąś głupią, postrzeloną fanką, która skoczy za nim w ogień, by tylko móc się do niego zbliżyć! Mam nadzieję, iż dziś po południu zerwie się burza i zmyje mu ten jego czarny, piękny... - STOP, STOP, STOP!!! Wrrrróć! Piękny...?! Nie, nie nie...! P... P... P... Pusty! Tak, zdecydowanie miałam na myśli pusty, a nie piękny, czyli... - ...czarny, pusty łeb.
Siedząc przed komputerem, starałam się unikać patrzenia na zegar, jednocześnie wynajdując kolejne zalety Hyun Joong’a, które stawiały go ponad Junki’ego. Niestety jedna, tak jak i druga czynność nie bardzo mi wychodziły. Cos koło piątej popołudniu (jakby nie miała kiedy), mama „poprosiła mnie” (znaczy miałam iść i koniec) bym poszła do sklepu. Pech chciał, że była to hurtownia chemiczna obok parku. Próbowałam się wywinąć na wszelkie znane mi sposoby, jednak tym razem żaden nie zadziałał. Zmuszona byłam pójść. Wybrałam oczywiście drogę, wszystkimi bocznymi uliczkami jakie znałam. Gdy dotarłam bezpiecznie do sklepu, dziękowałam Bogu, że za mną już połowa niebezpiecznej trasy, teraz zostaje tylko wrócić. Wychodząc ze sklepu, zachowywałam się jak najbardziej podejrzanie, ale było mi wszystko jedno, musiałam się dobrze rozejrzeć, czy nie widać gdzieś na horyzoncie powodu mojego stresu. Wszędzie było czysto, można wyjść – uznałam. Sklep znajdował się dokładnie naprzeciw bramy parku, dlatego ryzyko niechcianego spotkania było ogromne. Wyszłam szybkim krokiem ze sklepu i skierowałam swoje kroki w kierunku najkrótszej drogi do domu. Doszłam do zakrętu i znów zaczynam się rozglądać, czy gdzieś nie widać unikanego pana. W momencie, kiedy spoglądałam za blok poczułam czyjąś dłoń na swoich plecach. Odwróciłam się w tył i mało co nie wrzasnęłam. Jak, gdzie, kiedy, skąd?!
- Kogo tak wypatrujesz? Wiesz, że jesteś już spóźniona na nasze spotkanie? Ale na całe szczęście, bo ja też dopiero przyszedłem. Zdjęcia się trochę przeciągnęły. – Miałam ochotę mu powiedzieć, że przecież wiem doskonale, bo w końcu nie zamierzałam przyjść tu wcale, ale.... Nie potrafiłam...
- Nikogo... A spóźniona jestem, bo musiałam jeszcze załatwić coś dla mamy – tu wskazałam ruchem głowy na reklamówkę w ręku.
- Nie ma sprawy, jak widać ja też jestem spóźniony. To co, idziemy do parku?
- Taa... – Nie miałam najmniejszej ochoty, ale nie potrafiłam odmówić. Kiedy już go spotkałam, nabrałam ogromnej ochoty dowiedzenia się, czemu chciał się spotkać.
Szliśmy wzdłuż głównej alejki nic nie mówiąc. Ja nie zamierzałam podejmować żadnego tematu, chociaż na usta cisnęły mi się miliony pytań. On, jak widać, też nie miał nic do powiedzenia. Może i dobrze, bo w zależności od tego co by powiedział, mogłabym różnie zareagować po wczorajszym.
Po jakimś czasie zaproponował byśmy usiedli. Zrobiłam, jak prosił, ale coraz ciężej było mi utrzymać moje nerwy i język na wodzy, a strasznie mnie świerzbił by wygarnąć mu wszystko, a przede wszystkim to jak on może tak normalnie ze mną rozmawiać, po tym, co wczoraj zrobił. A może nie tylko wczoraj?! Nie, Pati... Spokojnie, nie myśl teraz o tym...
- To dla ciebie – powiedział zadowolony i wyciągnął w moim kierunku dłoń, w której znajdowała się maleńka, ślicznie zapakowana paczuszka. – Mam nadzieję, że ci się spodoba.
- Co to?
- Prezent. Pisałem ci ostatnio, że mam coś dla ciebie. Otwórz.
Wzięłam podarunek z jego dłoni i niechętnie oraz z widocznym grymasem na twarzy zaczęłam zdzierać ozdobny papier. Kiedy skończyłam, moim oczom ukazał się najnowszy model telefonu komórkowego. Automatycznie przypomniał mi się dzień naszego pierwszego spotkania na lotnisku. Cisnęłam telefonem w jego dłoń, wstałam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę wyjścia. Jak mogłam się spodziewać Junki ruszył za mną i w jednej chwili mnie dogonił. Złapał mnie za łokieć i zatrzymał.
- Czekaj! Co się stało, nic nie rozumiem? Zrobiłem coś złego? – Ten burak ma czelność jeszcze pytać? Ach no tak, pewnie Magda nie powiedziała mu, że wczoraj ich widziałam...
- Nieważne! Daj mi spokój! – Szarpnęłam się próbując uwolnić z silnego uścisku.
- Nie puszczę cię dopóki nie wytłumaczysz mi, dlaczego jesteś na mnie zła? Od początku dzisiejszego spotkania jesteś jakaś dziwna, co jest?
- Do jasnej cholery, w tej chwili masz mnie puścić! – Tym razem powiedziałam to jeszcze bardziej stanowczym tonem.
Posłuchał. Zwolnił uścisk. Ja nie czekając na nic, puściłam się prawie biegiem przed siebie. Gdy wychodziłam z parku, widziałam kątem oka, jak stał w miejscu, w którym go zostawiłam z zaskoczoną i nic nierozumiejącą miną.
Do domu wbiegłam z prędkością światła, nie zwracając na nikogo ani na nic uwagi. Wpadłam do swojego pokoju i zaczęłam wyżywać się na poduszce. Po około dziesięciu minutach, moją furię przerwało pukanie do drzwi. Junki! Pomyślałam w pierwszej chwili, jednak zaraz potem zdałam sobie sprawę, jakie to niedorzeczne. Co on by tu robił?! Po drugim puknięciu drzwi się uchyliły i weszła moja mama z pytającą miną.
- Pati?
- Tak mamuś?
- Możesz mi powiedzieć, po co wychodziłaś wcześniej z domu? - No tak, moje zakupy, mój płyn do płukania i odplamiacz! Prawdopodobnie zostały w parku, niech to szlag trafi. – Wiesz, z tego co pamiętam to miałaś wejść do hurtowni.
- Ach, o ten powód chodzi – odpowiedziałam z głupią miną. Trzeba wymyślić na szybko jakieś wytłumaczenie, jak usłyszy, że zostawiłam to w parku to mnie powiesi. – Spotkałam Karolę i weszłam do niej na moment, bo chciała mi nową bluzkę pokazać i zostawiłam to u niej. Zaraz przyniosę. – I wyszłam.
Biegłam co sił w nogach do parku, licząc że znajdę jeszcze na ławce moją torbę z zakupami. Niestety przeliczyłam się, ławka była pusta. Były dwie możliwości tego, co stało się z moimi zakupami: a) Torba została na ławce i ktoś ją sobie wziął i b) reklamówkę, widząc że jej zapomniałam zabrał Junki. Sama nie wiem, która możliwość była gorsza. Jedyny plus, iż od Junkiego miałam szanse odzyskać moje „skarby”. Tylko jak to zrobić?
Wróciłam do domu, nie wiedząc, co rzeczywiście stało się z płynem i odplamiaczem, zdecydowałam, że na razie powiem mamie, iż Karola gdzieś wyszła. Następnie zaczęłam się zastanawiać, jak by tu poznać prawdę. Niestety jedyny pomysł, jaki wpadł mi do głowy, nie bardzo mi się podobał. Wiązał się z zadzwonieniem do Magdy...
- Nie ma rady – powiedziałam sama do siebie, po czym wybrałam na domowym telefonie, wcześniej spisany od Daniela, numer jego byłej.
- Hallo? – Odezwał się głos w słuchawce.
- Cześć Magda, z tej strony Patrycja.
- Cześć, coś się stało, że dzwonisz? – Nie ma to jak miłe powitanie.
- Nie, nic szczególnego. Mam do ciebie małą prośbę. Czy będziesz się dzisiaj jeszcze widziała z Junkim może?
- Tak wieczorem, umówiliśmy się na piwo – tego nie musiała dodawać!
- To jakbyś mogła, zapytaj go czy nie wziął przypadkiem mojej reklamówki dzisiaj. Jak tak, to niech ci ją da, a ja kiedyś po nią wpadnę, co?
- Dobra, zapytam jak nie zapomnę.
- To postaraj się nie zapomnieć i daj mi wieczorem znać. Możesz napisać do Daniela, bo mój telefon miał małe przejścia ostatnio.
- O.K., postaram się nie zapomnieć, cześć. – No i się rozłączyła.
Powiedziałam mamie, że Karolina wróci dopiero jutro do domu, więc wtedy zaraz pójdę do niej po zapomniane przedmioty.
Nie wiedząc, co ze sobą począć, włączyłam telewizor na kanał przyrodniczy i rozsiadłam się wygodnie w fotelu, a powieki miałam taaaaakie ciężkie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz