Gościu! Jeżeli coś przeczytasz to skomentuj. Lubię wiedzieć, że ktoś mnie odwiedza :D

piątek, 11 lutego 2011

4. Zagubione szczęście

Zatrzymała się kilka kroków od niego. Tylko jej tu brakowało.
 - Sato, kochany! Nie spodziewałam się tutaj Ciebie. Zazwyczaj... Nie! Właściwie, nigdy nie pojawiasz się na takich imprezach. Co się stało, że dziś jednak zdecydowałeś się nas zaszczycić swoim towarzystwem?
No i się zaczęło pomyślał.
 - Witaj Ni-Kyu. – Ledwo zauważalnie skinął jej głową. – Tak wyszło, że tu jestem. – Rzucił bez entuzjazmu. Nie zamierzał się jej tłumaczyć.
 - Czy mogę mieć nadzieję, iż to z mojego powodu? Dlatego, że chciałeś się ze mną spotkać? – Uśmiechnęła się słodko, aż mu ciarki przeszły po plecach.
 - Bynajmniej. – Odrzekł z grymasem na ustach.
 - Och... Jesteś taki jak zwykle. Mógłbyś czasem powiedzieć mi coś miłego.
Sapnął z rezygnacją...
 - Jak masz ochotę na coś miłego to idź i poczytaj sobie komentarze na swoim blogu, a nie męcz mnie. – Mówiąc to odwrócił się w drugą stronę i ruszył w kierunku osoby, do której wcześniej pomachał.
Niestety tymi słowami nie udało mu się uwolnić od namolnej dziewczyny. Nieszczególnie przejęta słowami Sato Ni-Kyu natychmiast pobiegła za nim łapiąc go za łokieć. Satoru natychmiast wyrwał rękę z jej uścisku i spojrzał na nią groźnie.
 - Czy możesz zostawić mnie samego? – Próbował opanować wściekłość i niechęć do osoby stojącej obok.
 - Oj, nie bądź taki! Już niedługo mamy śpiewać w duecie. Pojawienie się naszej dwójki razem doskonale pomoże w promocji przyszłego singla. A może nawet płyty... – To ostatnie powiedziała bardziej do siebie, błądząc myślami gdzieś daleko.

Sato czuł jak wszystkie jego mięśnie coraz bardziej się napinają. Z natury był cierpliwym człowiekiem, jednak ta kobieta potrafiła jak nikt wyprowadzić go z równowagi. Ona miała do tego wrodzony wręcz talent.
Szedł dalej ku wcześniej ujrzanemu znajomemu. Wiedział, że tamten go zauważył i nie mógł się teraz wykręcić od tej rozmowy. Z resztą dziwnie by wyglądało gdyby nagle się odwrócił i poszedł w drugą stronę. Uchodził za dziwaka w swym świecie. Nie przeszkadzało mu to. Nie zamierzał jednak uchodzić za niespełna rozumu, a taki wydałby się gdyby zrobił nagle coś dziwnego. Nie miał wyjścia. Musiał iść dalej przed siebie i się przywitać z Dan Fin-Ki’m, choć wcale nie miał na to ochoty. Stary znajomy był typowym przedstawicielem człowieka światowego, aktora. Grał w filmach oraz w życiu. Sato nie raz widząc takich ludzi zastanawiał się, czy oni w ogóle zauważają moment, kiedy przestają być sobą, a zaczynają grać przez znajomymi i rodziną? Satoru znał go jeszcze z czasów szkoły podstawowej, gdy sławny był tylko dzięki swojej rodzinie. Fin-Ki był jedynie 2 lata starszy, a do tego dzięki jego koneksjom rodzinnym był znany przez wszystkich w szkole. Jego ojciec był najbliższym współpracownikiem premiera, a matka siostrą znanej aktorki. Z też powodu nikogo nigdy nie dziwił fakt, iż syn takich ludzi został kimś również znanym. Szkoda tylko, że ta sława najpierw jego rodziców, a następnie jego własna tak bardzo zepsuła mu charakter. Teraz jednak jest już zbyt późno żeby się nad tym zastanawiać, czy cokolwiek zmieniać.

Zatrzymał się dokładnie na wprost Fin-Ki’ego, a w tym samym momencie jego rękę znów dopadła Ni-Kyu. Widząc zainteresowanie znajomego jej osobą, uznał, że może warto na razie jej nie odrzucać. Fin-ki, jak dobrze pamiętał od zawsze interesował się ładnymi kobietami. Była to jego słabość. Tak też Sato szybko uznał, że może właśnie on pomoże mu się uwolnić od natrętnego stworzenia uwieszonego na jego ramieniu.
 - Witaj Dan Fin-Ki. – Powiedział z uprzejmym uśmiechem na ustach. - Dawno się nie widzieliśmy.
 - Cześć Wanabe. – Odpowiedział, cały czas nie spuszczając wzroku z Ni-Kyu. – Faktycznie trochę czasu minęło od naszego ostatniego spotkania. Gdybyś częściej zaszczycał nas swoim towarzystwem podczas podobnych imprez, pewnie mielibyśmy więcej okazji do spotkań. Ale, ale... Czyż ta piękność u twego boku, to nie słynna Ni-Kyu. Chyba nie mieliśmy okazji się jeszcze poznać osobiście szanowna pani. – Wyciągnął rękę w kierunku mile połechtanej komplementami dziewczyny.
Ni-Kyu podała mu swoją dłoń, którą delikatnie ucałował na powitanie. Sato nigdy by nie przypuszczał, że ten mężczyzna może być tak szarmancki. Jednak prawdą jest, że zawsze wokół niego kręcił się wianuszek osób płci żeńskiej. W szkole biegała za nim cała chmara zakochanych po uszy nastolatek, potem studentek, a teraz tysiące fanek (jakby nie było, dalej nastolatek). Sato pomyślał, że na całe szczęście, on sam ma do czynienia jedynie z tymi ostatnimi, których jakoś jak na razie udaje mu się unikać.
 - Jestem zaszczycony – wymruczał patrząc oczarowanej dziewczynie prosto w oczy.
Ni-Kyu zachichotała. Sato patrząc na całą sytuację z boku, stwierdził, że zachowuje się ona, jak onieśmielona dziewczynka, a nie jak bogini seksu za którą się zawsze podawała. Pokiwał głowa z rezygnacją… Po raz kolejny już dzisiaj odpłynął myślami do sytuacji i osoby, przez która się tu znalazł. Po chwili z zamyślenia wyrwał go jednak głos Fin-Ki’ego.
 - Och! Z tego wszystkiego – pewnie miał na myśli spotkanie Ni-Kyu, bo raczej nie jego – zapomniałem wam przedstawić moją towarzyszkę. Tylko gdzie ona… A już ją widzę!
Pomachał do kobiety stojącej po drugiej stronie Sali i przywołał ją gestem dłoni. Sato niewiele ona obchodziła. Pewnie kolejna sztuczna lalka z większą ilością sylikonu w ciele niż mózgu.
Zerknął obojętnie w stronę nadchodzącej dziewczyny i… Zaparło mu dech w piersi.
Znał ją…
To była ona…
Twinkie…
Dziewczyna z czarnej strefy. Ta, która bez problemów poradziła sobie z bandą rzezimieszków na ulicy. Ta sama, która wywoływała w nim tak dziwne uczucia…
Szła w jego stronę, początkowo skupiając na nim wzrok. Potem jednak go odwróciła i już na niego nie spoglądała. To ma być towarzyszka Fin-Ki’ego? Niemożliwe! Jak oni się poznali? Całą swoją uwagę skupił na zbliżającej się dziewczynie. Nie słyszał słów Ni-Kyu stojącej obok i coś do niego szczebioczącej, nie zwracał uwagi na słowa znajomego. Wpatrywał się w Twinkie, jakby nikogo poza nią nie było na sali. W końcu znalazła się naprzeciwko. Spojrzała na niego i już wiedział, że również go rozpoznała. Nie powiedziała tego, ale zobaczył to w jej wystraszonych oczach.



   Co ja tu robię? – Zastanawiała się. - Nie pasuję do tego towarzystwa. Że też dałam się Finowi namówić.
Wściekając się sama na siebie piła kolejnego drinka, chcąc rozładować napięcie, które towarzyszyło jej przez cały wieczór. Byun-Ra nie lubiła takich miejsc. Pełnych snobów, których interesowała jedynie zawartość portfela pozostałych obecnych. Sama nie potrafiła pojąć, jak mogła dać Finowi zrobić z siebie partnerkę na ten wieczór. Przyjaciel powinien tu przyprowadzić, którąś ze swoich głupiutkich panienek. Takie pewnie świetnie by się tu bawiły. Wiedziała, że zrobił to żeby nie siedziała sama w domu i nie rozmyślała nad wydarzeniami ostatnich dni. Jednak ona chyba wolałaby właśnie taką opcję od przebywania w niewygodnej sukience wśród tych okropnych ludzi. Ale jak by nie było, doceniała próbę poprawienia jej humoru przez przyjaciela.
Spojrzała w jego stronę z roziskrzonymi oczami. Obok niego stało dwoje ludzi, Mężczyzna z uwieszoną na ręce piękną kobietą. Fin-Ki podniósł rękę i skinął na nią. Ruszyła w ich kierunku, nie bardzo mając ochotę poznawać nowych ludzi, nie chciała jednak sprawiać zawodu koledze. Z każdym krokiem ogarniało ją dziwne uczucie. Czarnowłosy mężczyzna, stojący po lewej stronie Fin-Ki’ego wyglądał jakoś znajomo. No, ale skąd miałaby znać kogoś tej „ligi”? Na tą imprezę przybyły same najwybitniejsze osoby show biznesu. Skąd ona mogłaby znać kogoś takiego?  Wiadomo miała kontakt z wieloma osobami z różnych sfer, jednak nigdy nie usługiwała nikomu z tak znanych osób. Jedynym celebrytem jakiego poznała był…
W tym momencie przed oczyma stanęła jej twarz, którą tak zawzięcie, a jednocześnie bezskutecznie próbowała zapomnieć. Twarz osoby, która wywoływała w jej ciele takie poruszenie.
Z każdym krokiem, jej przerażenie rosło. Każdy kolejny centymetr tylko potwierdzał jej początkowe przypuszczenia, iż znów przed nią pojawił się Wanabe Satoru.  Szła wpatrzona w jego osobę do momentu, aż zdała sobie sprawę, że może to trochę dziwnie wyglądać. Szybo zwróciła oczy na Fin-Ki’ego lub Fina jak lubiła go nazywać. Gdy była już o krok, uśmiechnęła się do niego.
 - Wołałeś mnie, prawda? – Zapytała słodko, dalej nie spoglądając w stronę pozostałych.
 - Tak. – Odparł z dumą Fin-Ki. – Pozwól, że ci kogoś przedstawię. Oto mój znajomy Wanabe Satoru, choć z pewnością nie muszę ci tego mówić. – Dodał z pewną ironią w głosie. - Natomiast kobieta u jego boku to piosenkarka Ni-Kyu, o której z pewnością również nieraz słyszałaś. A to moja bliska – podkreślił to słowo – przyjaciółka Jon Byun-Ra.
 - Ach, oczywiście, że znam te nazwiska – Twinkie gwałtownie odpowiedziała z udawaną radością. – i oczywiście ogromnie się cieszę, że mogę poznać kogoś tak sławnego.
W końcu odwróciła się w stronę pary, którą przed chwilą przedstawił jej kolega. Z widocznym wahaniem wyciągnęła rękę do Sato w geście powitalnym.
 - Miło mi cię poznać – dodała gdy ujął jej dłoń.
 - Wzajemnie – Odpowiedział wpatrując się prosto w jej oczy.



   Mimo, że Twinkie stała tuz przed nim dalej wpatrywał się w nią jak zaczarowany. Kompletnie nie zwracał uwagi na to co mówi Fin-Ki przedstawiając ich jej. Dzisiaj wyglądała jeszcze piękniej niż zapamiętał. Włosy miała upięte w skomplikowany sposób z tyłu głowy. Ubrana była w dopasowaną sukienkę w kolorze szmaragdu ze sporo odsłaniającym dekoltem, a na nogach miałach delikatne srebrne szpilki na cieniutkich paseczkach. Całego stroju dopełniała srebrna biżuteria. Delikatny łańcuszek z medalikiem na szyi oraz kolczyki zwisające z uszu. Tak ubrana i z makijażem nie przypominała poznanej wcześniej amazonki.
Z rozmyślań na jej temat wyrwała go wyciągnięta w jego kierunku dłoń. Jej dłoń.
 - Miło mi cię poznać. – Odparła gdy odwzajemnił gest.
Jak to miło jej go poznać? Przecież się znają! Miał ochotę krzyczeć z wściekłości, że dziewczyna nie przyznaje się do ich znajomości. A może z raczej ucierpiała na tym jego duma?
Zdołał jednak odpowiedzieć tylko – Wzajemnie.
Skoro tak chce pogrywać to zgoda – Zdecydował Satoru. Nie zamierza się jej narzucać. Podczas powitania był ciekawy jej reakcji. Czy przyzna, że już się poznali i wymyśli jakąś historyjkę na ten temat. Przypuszczał, ze nie opowie o prawdziwych zdarzeniach tamtego dnia, nie spodziewał się jednak, ze w ogóle się nie przyzna do znajomości z nim. Ale jeżeli chce to tak rozegrać to on nie będzie się jej narzucał. Tym bardziej, że ma ze sobą „bliskiego” przyjaciela.

Kiedy Satoru wreszcie puścił rękę Twinkie, ta z uśmiechem wyciągnęła ją w stronę, gdzie jeszcze przed sekundą stała Ni-Kyu. Nie zdążyła jednak. Piosenkarka była już uwieszona u ramienia jej przyjaciela, gawędząc z nim wesoło i oddalając się w stronę wysepki z barkiem alkoholowym. Lekko skonsternowana Byun-Ra rozejrzała się w około, jednak nie miał jej kto uratować. Została sam na sam z chłopakiem, który wywoływał u niej szybsze bicie serca. Była zgubiona.

Satoru natomiast nie wydawał się w żaden sposób zdenerwowany. Stał nonszalancko oparty ramieniem o ścianę i przyglądał jej się z zagadkowym uśmiechem na ustach. Co gorsza uroczym uśmiechem, przed widokiem którego, Twinkie zawzięcie próbowała uciec. Nie miała jednak gdzie. Teraz żałowała, ze nie próbowała wcześniej z nikim tutaj się bliżej poznać, gdy Fin przedstawiał ją wszystkim swoim znajomym. Po chwili musiała przyznać się do porażki. Spojrzała na Sato niepewnym wzrokiem.

 - Pięknie dziś pani wygląda – Odezwał się gdy w końcu przestała zachowywać się jak wystraszony królik w każdej chwili gotowy do ucieczki przed drapieżnikiem. Nie chciał, by się go bała, jednak z drugiej strony bawiła go ta sytuacja.
 - Dziękuję – opowiedziała drżącym głosem, spuszczając skromnie wzrok na ziemię.
 - Ale… Czy my się już nie spotkaliśmy przypadkiem? – Był ciekaw jak odpowie na to pytanie teraz, gdy nie ma już przy nich żadnych świadków, którzy mogliby zadawać trudne pytania.
 - Eee… Nie sądzę.
Tak więc dalej chce udawać? Czy ona naprawdę myśli, że on jej nie poznał? Z resztą… Zgoda, zobaczymy jak długo uda jej się w ten sposób zachowywać…
 - Och, w takim razie przepraszam. Najwidoczniej musiałem panią z kimś pomylić.
 - Nic się nie stało.
 - Bardzo przypomina mi pani pewna niedawno poznaną dziewczynę
– Drążył dalej.
W tym momencie resztki nadziei Twinkie, że może jednak jej nie poznał rozwiały się doszczętnie.
- Jak to ona się nazywała? – Udawał, że się zastanawia patrząc w dal ponad jej ramieniem. – Aaa, tak. Mówiła, żeby nazywać ją Twinkie. Może jesteście w jakiś sposób ze sobą spokrewnione? Naprawdę bardzo pani ją przypomina. Pani Jun Byun-Ra?
- Jon Byun-Ra.
– Poprawiła go szybko, starając się by jej głos nie zdradzał rodzącej się w głowie paniki. – I nie mam w Seulu żadnej rodziny, także wątpię, żebym miała coś wspólnego z pana znajomą. – Po tych słowach przełknęła głośno ślinę.
Dla Satoru sytuacja stawała się coraz bardziej zabawna. Po raz pierwszy w życiu, dręczenie kogoś sprawiało mu niewymowną radość. Pomyślał, że gdyby tylko Twinkie zdecydowała się przyznać do znajomości z nim, dałby jej spokój jeśliby poprosiła. Jednak ona zawzięcie próbowała wmówić mu, że spotykają się po raz pierwszy, a tego jakoś nie mógł zostawić bez odpowiedzi. Nie myśląc o konsekwencjach zdecydował się zagrać ostrzej. Musiał tylko pilnować, żeby przypadkiem role się nie odwróciły. Pamiętał doskonale jak w podstępny sposób poradziła sobie z typkami na ulicy, gdzie został zaatakowany.
Zrobił duży krok w jej stronę tak, że ich twarze znalazły się kilka centymetrów od siebie.
Twinkie momentalnie zaczęła ciężej oddychać, nie odsunęła się jednak.
 - Jesteście tak podobne… - Niski ton jego głosy zawibrował pomiędzy nimi.
 Byun-Ra nie była w stanie logicznie myśleć. Bliskość tego mężczyzny doprowadzała ją do szaleństwa. Musi uciekać! Powinna jak najszybciej chociaż odsunąć się od tego człowieka!
Jednak nie mogła…
Był jak magnes, gdy się do niej zbliżył, ona odczuwała nieodpartą chęć by być jeszcze bliżej.
Sato nieświadomy wewnętrznej wojny prowadzonej przez Twinkie ciągnął dalej.
 - Jesteś pewna, że już się nie spotkaliśmy? – Dalej mówił niskim, zmysłowym głosem. – Ach co za faux-pas ! Powinienem powiedzieć: Jest „pani” pewna? A może jednak mogę zwracać się do pani na „ty”?
W odpowiedzi skinęła tylko głową, nie czując się na siłach by wydać z siebie jakiekolwiek dźwięk.
Twarz Satoru zbliżyła się kolejne kilka centymetrów. Już niewiele brakowało by stykali się nosami.
 - W takim razie bardzo się cieszę. Nie lubię zwracać się do znajomych w tak wyniosły sposób… Pani… Choć muszę ci się do czegoś przyznać moja droga. - Zniżył głos do szeptu i przybliżył usta do jej lewego ucha tak blisko, że czuła jak owiewa ją jego ciepły oddech. Przeszedł ją dreszcz i to bynajmniej nie dlatego żeby poczuła zimno.
 - Dla mnie jesteś Panią. – Poczuła jak okręca sobie wokół palców prawej dłoni kosmyk jej włosów, który prawdopodobnie wymknął się jej z długo upinanej fryzury.
Ta chwila była dla niej torturą. Jednak jakże słodką torturą.
- Od chwili gdy pierwszy raz się spotkaliśmy, jesteś panią mojego umysłu i mojego ciała. Od dnia gdy zbudziłem się w twoim łóżku nie potrafiłem przestać o tobie myśleć.
W tym momencie oprzytomniała i chciała się od niego odsunąć. On jednak był szybszy i nie pozwolił jej na to łapiąc ją prawą ręką, która jeszcze chwile temu bawiła się jej włosami, za ramię. Nie dałaby rady mu się wyrwać, nie szarpiąc się z nim. Nie chciała jednak robić zamieszania wokół swojej osoby i przyciągać zaciekawionych spojrzeń, przez co z pewnością musiałaby wytłumaczyć się Finowi. Tylko co miałaby mu powiedzieć? Nawet gdyby coś wymyśliła, obawiałaby się, że gwiazdor stojący obok mógłby wszystko zniweczyć, zaprzeczając jej słowom. A zdecydowanie nie miała ochoty na opowiadanie przyjacielowi wydarzeń sprzed paru miesięcy.
Rzuciła Sato jak, jej się wydawało, groźne spojrzenie. On jednak wydawał się tego nie zauważyć. Przyciągając ją z powrotem, tak, że znajdowali się w poprzedniej pozycji, kontynuował.
 - Chyba nie myślałaś, że te eleganckie fatałaszki mnie zmylą i cię nie rozpoznam?
 - Puszczaj!
– syknęła.
 - Wiesz? Tak w ogóle to nie pasują one do ciebie. Zwykłe ciuchy i ulica zdecydowanie lepiej współgrają z twoją osobą. No ale… Jak się znajdzie takiego nadzianego sponsora jak Fin-Ki trzeba się odpowiednio pokazywać. – Sam doznał szoku słysząc w swoich ustach te słowa. Dlaczego był na nią taki zły? Czemu było w nim tyle jadu? Chyba nie przez to, że nie przyznała się, iż go zna. Co to miało za znaczenie. I co za różnica z kim tutaj przyszła. Spotkali się zaledwie raz w życiu, jakie miał prawo ją osądzać? Z zamyślenia wyrwał go promieniujący ból lewej kostki.
 - Powiedziałam puszczaj! – Znów szarpnęła ramieniem do tyłu licząc, że uda jej się wyrwać z jego objęć. Niestety po raz olejny nie udało jej się to. Była wściekła i chciało jej się krzyczeć. - Nie wiem czego ode mnie chcesz. Po ostatnim spotkaniu miałam nadzieję, ze więcej się już nie zobaczymy! – Powiedziała ostrym tonem, nadal jednak na tyle cicho by nie wzbudzić zainteresowania osób stojących w pobliżu. – Dlaczego za każdym razem gdy cię spotykam przysparzasz samych kłopotów?
 Roześmiał się na te słowa, jednak niezbyt szczerze.
 - Cóż, najwidoczniej było nam pisane spotkać się ponownie. Ale powiedz mi słoneczko, dlaczego tak bardzo nie chciałaś się przyznać, iż mnie znasz?
 - Idź do diabła!
 - Chciałabyś, co?
– Wygiął usta w ironicznym uśmiechu.
 - Żebyś wiedział – Rzuciła mu przez zęby.
 Nagle oboje zastygli w bezruchu, słysząc z drugiego końca Sali nawoływanie
 - Twinkie! – Był to głos Fin-Kiego.
Jednocześnie spojrzeli w jego kierunku. Zbliżał się w ich stronę.
 - Już idę! – odpowiedziała na jego wołanie słodkim głosem to jeszcze bardziej wkurzyło Sato.
 - Puszczaj. – Zwróciła się do Sato, odwracając się w stronę nadchodzącego przyjaciela. Tym razem jego uścisk ustąpił. – Mam nadzieję, że się więcej nie spotkamy i jak najszybciej uda mi się o tobie zapomnieć. – Dodała na pożegnanie.
Słowa te z jakiegoś nieznanego mu dotknęły go do żywego. Stracił nad sobą kontrolę. W ostatniej chwili złapał ją za łokieć i pociągnął swoim kierunku. Niespodziewana się tego ataku. Tak też zachwiała się i wpadła prosto w jego ramiona.
 - To spróbuj teraz o mnie zapomnieć! - Wolną ręką chwycił ją za drugie ramie i przywarł do ciepłych warg Twinkie swoimi ustami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz